Stoki narciarskie a sprawa piesza

O tym, że w zimie w górach jest inaczej już niegdyś pisaliśmy. Zdaje się jednak, że w tamtym wpisie ominęliśmy pewną kwestię stricte zimową, a dotykającą nieraz turystów-piechurów. Może się bowiem zdarzyć, że z takich czy innych względów szlak naszej zimowej wędrówki skrzyżuje się, lub nie daj Boże, idzie razem ze stokiem narciarskim. No właśnie. I co wtedy?

Ignorowanie takiego faktu jest mocno nie na miejscu, gdyż obecność przygotowanego stoku oraz narciarzy może bardzo utrudnić (czy wręcz uniemożliwić) proste, łatwe, a przede wszystkim bezpieczne przemierzenie danych odcinków naszej trasy. W całym cywilizowanym świecie spacerowanie po czynnych stokach narciarskich jest zabronione, nie możemy więc rościć pretensji i żądać, by ktoś nam ustępował z drogi. Z drugiej jednak strony wcale niemało szlaków krzyżuje się ze stokami i nie musi to oznaczać, że z tego powodu jest wyznaczona jakaś bezpieczna trasa dla pieszych. W większości przypadków oznacza to, że to piechur musi mieć głowę na karku i jeśli faktycznie jest skazany na przecięcie stoku, musi to zrobić sprawnie i na ile się da – bezpiecznie…

Pierwszy raz z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Karkonoszach, na Hali Szrenickiej, kiedy w kwietniowych, śnieżnych warunkach stanęliśmy twarzą w twarz z pędzącymi w dół narciarzami.

Przemknęliśmy szczęśliwie, ale wrażenie zostało na długo. Od tamtego czasu postanowiliśmy zasadniczo unikać podobnych sytuacji. Staramy się je wykluczać już na etapie planowania trasy. Życie bywa jednak zabawne i nie zgadlibyśmy, że innym razem niespodzianka będzie czekać na nas na szczycie Jaworzyny Krynickiej, która w sezonie zimowym przypomina wielki jarmark.

Jaworzyna Krynicka. Na horyzoncie piękne widoki, ale na szczycie tłok i hałas.

Zadanie jakim było (w piękną pogodę!) odnalezienie szlaku, którym chcieliśmy ruszyć w stronę Muszyny okazało się nie lada wyzwaniem. Pracownicy stacji narciarskiej wyraźnie okazywali wobec nas swoją dezaprobatę („To nie jest czas na chodzenie”), a myśmy krążyli gdzieś między płotkami szkółek narciarskich a wyciągami orczykowymi… W końcu ktoś się nad nami zlitował i wskazał, jak bezpiecznie trafić w szlak. Niby nic, prawda?.. A jednak.

Gdy się popatrzy na niejedną dużą, popularną wśród narciarzy górę, którą trzeba zdobyć, by następnie rozpocząć właściwą wędrówkę grzbietem, bardzo często zobaczymy, że na mapie stok i szlaki przecinają się. Ot, na przykład taka Jaworzyna Krynicka czy też Skrzyczne (poniżej)…

Jeśli nie znamy terenu zbyt dobrze i/lub nie mamy pewności, czy będzie tam jakieś obejście dla piechurów, rozsądniejsze może być – wierzcie, że trudno mi to pisać – skorzystanie z kolejki. Dla własnego bezpieczeństwa. Narażając się na bezpośredni kontakt ze zjeżdżającymi narciarzami, nie musimy się bać tych, którzy jeżdżą naprawdę dobrze (choć kolizja zawsze może się zdarzyć, zwłaszcza na stromych i/lub zatłoczonych stokach). Strach jednak, gdy pomyślimy, jak duży odsetek narciarzy/snowboardzistów przecenia swoje umiejętności lub jeździ pod wpływem alkoholu.

Nie będę ukrywać – nie lubię, gdy góra jest zniszczona i zeszpecona przez wyciągi i stoki. Jakkolwiek by nie było (staram się bowiem słuchać i rozumieć argumenty narciarzy, wśród których mam wielu przyjaciół), dla mnie zawsze jest to gwałt na przyrodzie.

Wschód słońca z Babią Górą – widok z Hali Miziowej.

Boli tym bardziej, gdy ma miejsce w okolicach szczególnie cennych pod względem przyrodniczym. Przykład? Rejon Pilska po polskiej stronie granicy oraz Wielka Racza po stronie słowackiej – i tu, i tu potężny rezerwat sąsiaduje z kompleksem narciarskim. Samo wycinanie drzew, przygotowywanie/przebudowywanie stoków, stawianie wyciągów czy kolejek – to jedno. Inna kwestia, która „tradycyjnie” towarzyszy ruchowi narciarskiemu to światła, muzyka i po prostu hałas. Gdy byliśmy w zimie w Bacówce nad Wierchomlą nie przeszkadzał nam sam fakt, że stosunkowo niedaleko funkcjonują wyciągi narciarskie. Bezsprzecznie przeszkadzał jednak hałas, dźwięk pracujących maszyn, które było słychać zarówno w jadalni, pokojach, jak i na górskim grzbiecie…

Nie lubimy stoków również poza sezonem zimowym. Unikamy. Jeśli trzeba, nadkładamy kilometrów, wybieramy mniej narzucający się wariant. Dlaczego? Ano, dlatego, że szlaki znajdujące w bezpośredniej bliskości stoków i wyciągów są zwyczajnie smutne i przeważnie bardzo męczące dla pieszego turysty. Zmęczenie związane jest przeważnie zarówno z tym, jak poprowadzony jest szlak (mozolnie pod górę nagim stokiem/wzdłuż podpór wyciągu albo nudnymi zakosami, które mają złagodzić stromiznę), jak i z tym, co widzimy po drodze. Infrastruktura stokowa to bowiem nie tylko stacja dolna-wyciąg-stacja górna, ale również ciężki sprzęt, latarnie (gdy stok jest oświetlony), karczmy, wypożyczalnie sprzętu, budki gastronomiczne, płoty, siatki, materiały budowlane… Mała próbka – poniżej.

Pod Jaworzyną Krynicką jesienią.

Październikową porą na Mosornym Groniu.

Na tym i na kolejnych zdjęciach prezentujemy niezwykle ponury i męczący szlak zielony łączący Korbielów z Halą Miziową (sierpień 2014 r.).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s