Gwałt

O zimowej ciszy w górach było już kilkukrotnie. O baśniowym świecie uśpionym, wytłumionym gigantyczną, puchową kołdrą, w którym nie słychać wody, śpiewu ptaków, szumu drzew. Lubię zatrzymywać się w zimie na szlaku (gdy nie wieje) i słuchać tego, że nie słyszę. A raczej, że słyszę „tylko” ciszę. A przecież w naszym świecie taka cisza, to coś równie unikatowego jak ciemne niebo bez jakiejkolwiek łuny. Kiedy więc tą ciszę gwałci i rozrywa na strzępy huk silnika skutera, coś we mnie pęka. Najpierw jest wściekłość, a potem zostaję ze smutkiem. I jeszcze smrodem spalin, o którym zapomnieć nie można zbyt szybko… Nie piszę tu o tych, którzy wypełniają dzięki skuterom swoje obowiązki, ale o tych, którzy jeżdżą „rekreacyjnie” po górskich lasach, polanach i halach, gdzie być ich nie powinno zarówno ze względów prawnych, jak i z przyzwoitości względem przyrody – jak się okazuje, nie tylko lasu czy zwierząt, ale także ludzi. Czytaj dalej „Gwałt”

Granice absurdu?

Jeśli jeszcze ktoś nie miał „przyjemności”, to polecam kilka krótkich artykułów informujących o wydarzeniach z najpopularniejszego polskiego szlaku, które miały miejsce w ostatnich dniach, czyli w święta i Sylwestra:

45 turystów utknęło nad Morskim Okiem. Dzwonili po pomoc do służb

Tak wyglądało sprowadzanie turystów znad Morskiego Oka

Nocny najazd na Morskie Oko

Alkohol i dantejskie sceny na Włosienicy

Szczerze mówiąc nie wierzę, że granice absurdu zostały już osiągnięte.

P.S. O poprzednich „akcjach” (2015, 2016) pisaliśmy tutaj.

droga_do_Morskiego_Oka_zima_sanie

O akcjach ratunkowych na drodze do Morskiego Oka (czyli błagania o odpłatne ratownictwo ciąg dalszy)

Rok temu, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, po zejściu z Pięciu Stawów, mieliśmy okazję zobaczyć następujący obrazek – o godzinie 14.45 całkiem spora grupa kilkudziesięciu osób oczekiwała na wozy konne, które miałyby ich wwieźć w kierunku Morskiego Oka. Koniec grudnia, pochmurna aura, wśród oczekujących zarówno osoby starsze, jak i dzieci.

Czytaj dalej „O akcjach ratunkowych na drodze do Morskiego Oka (czyli błagania o odpłatne ratownictwo ciąg dalszy)”

Maluszki

Choć nie tyle, co kiedyś, ale w wielu regionach są i mają się bardzo dobrze, a ich użytkowanie nie wynika – jak nieraz w większych miastach – z mody na PRL czy na grzebaniu w garażu rodziciela. W rozlicznych miejscach podróżowanie Fiatem 126p, czyli popularnym Maluchem, jest zwykłą codziennością, nieraz i koniecznością. Wszak trochę to samochód towarowy, trochę terenowy…

Czytaj dalej „Maluszki”

Wozy vs. meleksy a ochrona przyrody, czyli czym do Morskiego Oka

Nie jestem wojującym ekologiem, podobnie jednak jak – zdaje się – sporo ludzi, obserwuję dyskusję wokół „koni z Morskiego Oka”. Czytam, słucham, nie muszę nawet specjalnie szukać – temat jest łatwo dostępny, popularny i wzbudza emocje. Zasadniczo większość ludzi zgadza się co do tego, że konie nie powinny być męczone, wszak nikt normalny nie czerpie przyjemności z tego, że inna żywa istota cierpi. Sama jednak definicja tego, co koniom sprawia trudność i ból, różni się w zależności od tego, kto ją prezentuje. Podobnie jak problem, co dalej z końmi, jeśli wozy rzeczywiście znikną oraz co zamiast (meleksy?) – wozacy swoje, ekolodzy swoje, park swoje.

Czytaj dalej „Wozy vs. meleksy a ochrona przyrody, czyli czym do Morskiego Oka”