Z widokiem na Tarnicę, czyli krótka opowieść o nieistniejącym

Od tego sezonu (lato 2019) nie ma już w Wołostem Hoteliku pod Tarnicą. Miejsce te było dość dobrze znane wśród turystów, gdyż oferowało niedrogie noclegi z bajecznym widokiem na Tarnicę. Właściwie można by rzec, że spało się prawie pod Tarnicą. Lokalizacja idealna dla turystów chcących penetrować gniazdo Tarnicy czy rozpoczynających wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim.

W środku dostępne były pokoje w standardzie turystycznym oraz kuchnia z niewielką jadalnią.

Osobiście sypiałam tam tylko pod namiotem na polu biwakowym i to zawsze mi się podobało. Bywało pusto…

… albo dosyć tłoczno….

Nie zawsze było skoszone…

… ale bez względu na okoliczności, miejsce do robicia namiotu było absolutnie wyjątkowe, a jasne poranki czy nocne burze – niezapomniane…

Wygląda na to, że noclegi w Hoteliku zastąpiono możliwością zakwaterowania w nowych obiektach wybudowanych przez Bieszczadzki Park Narodowy w Wołosatem. Według mojej najlepszej wiedzy, nie ma jednak aktualnie możliwości rozbicia tam namiotu. Nie postawicie więc już namiotu z takim widokiem (nie tutaj, nie legalnie)…

….możecie obecnie zamiast tego, w tym samym miejscu zaparkować auto (z widokiem na Tarnicę, rzecz jasna). Powstał tu bowiem nowy, spory parking, prowadzony przez Bieszczadzki Park Narodowy.

Jest to oczywiście jeden z kilku płatnych parkingów BdPN w Wołosatem. I jak się zdaje, robi się wiele, by innej możliwości parkowania (niż parkingi BdPN) w Wołosatem nie było. Kierowców „straszyć” mają między innymi tabliczki informujące o parkowaniu przy drodze na własną odpowiedzialność i wizerunkiem konia, który kopie auto. Pomijam fakt, że większość pobocza we wsi jest zagrodzona biało-czerwoną taśmą, która – jak się zdaje – oznacza zakaz (?) pozostawiania w tych miejscach samochodów…

Nie, nie będę teraz zaczynać o słynnych „schodach” na Tarnicę i innych zmianach, które juz zaszły lub są planowane w BdPN. Powiem tylko, że mi żal. Zwłaszcza, że mało które góry w Polsce tak bardzo kojarzą się i – zdawałoby się – sprzyjają turystyce kwalifikowanej, turystyce „plecakowej”, „namiotowej”, przynajmniej w swoim założeniu minimalnie obciążającej środowisko. Szkoda, że to wszystko musiało przegrać z turystyką masową, samochodami i… pieniądzem. Szkoda,  że nikt nie pomyślał (może jeszcze pomyśli?), że jednak gdzieś w rejonie Wołosatego, na terenie BdPN, dałoby się wygospodarować jakieś przyjazne miejsce i to nie pod kemping z prawdziwego zdarzenia, ale pod skromne pole biwakowe. Choćby takie z przepisem, że wolno się na nim zatrzymać tylko na jedną noc (jest oczywiście szansa, że w naszym kraju egzekwowanie tego mogłoby nie być łatwe, ale zawsze można próbować; są kraje i parki narodowe, gdzie podobne zasady działają całkiem dobrze).

Zielono mi (początek lata w górach)

Prócz nieprzewidywalnej aury w Tatrach, koniec czerwca i początek lipca to w górach naszego kraju zielony raj, długi dzień oraz dość wysokie temperatury (i w nocy, i w dzień) ze wszystkimi tego konsekwencjami (np. burzami). Dla osób kochających jesień z jej rudościami, mgłami, ale i bardzo krótkim dniem, to bajeczna odmiana. A cudownie o tej porze roku bywa i w Bieszczadach…

Czytaj dalej „Zielono mi (początek lata w górach)”

Powsia. Tworylczyk (Bieszczady)

Tworylczyk był przysiółkiem Tworylnego. Idąc od Krywego łatwo lokalizujemy go zaraz po przekroczeniu potoku o tej samej nazwie co poszukiwane przez nas, nieistniejące osiedle (nad nim umiejscowionych była większośc młynów Tworylnego). Droga prowadzi nas jakby prosto w kierunku góry, która – dla odmiany – nazywa się Tworylczyk.

Czytaj dalej „Powsia. Tworylczyk (Bieszczady)”

Powsia. Tworylne (Bieszczady)

Choć naszym zdaniem najlepszą porą na poszukiwanie pozostałości po dawnych osadach jest bezlistna wiosna po ustąpieniu śniegów, to i jesień bywa przychylna (zwłaszcza gdy nie ma już liści na drzewach i krzewach, a część chaszczy zostanie skutecznie położona przez pierwsze obfitsze opady śniegu i solidniejsze przymrozki). Stąd powrót akurat tego cyklu – może kogoś zainspiruje. Wszak jesień nadchodzi.

Czytaj dalej „Powsia. Tworylne (Bieszczady)”

Spotkanie (zwierzaki małe i nieco większe cz. 3)

Podczas ostatniego – wyczekiwanego przez nas – weekendu spotkaliśmy wiele oznak dzikiego życia. Był kwitnący barwinek, setki pierwiosnków, a nawet żywiec gruczołowaty (już!?); były ptasie chóry o świcie i zmierzchu oraz nocni samotnicy; były ślady obecności zwierząt dużych (zarówno naszych najpotężniejszych kopytnych, jak i takich, co to być może kiepsko przespały zimę…), ale i nieco mniejszych „futrzaków”, za to tych (aż za) bardzo pracowitych, jeśli chodzi o tamy budowane, gdzie tylko się da.

Czytaj dalej „Spotkanie (zwierzaki małe i nieco większe cz. 3)”

Powsia. Zamiast wstępu

Tytułowego wyrazu na próżno szukać w słownikach. My zostaliśmy z nim oswojeni dzięki naszym Przyjaciołom. Dla tych, którzy go używają w kontekście Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów, zdaje się być dość oczywisty – są to miejsca po wyludnionych wsiach, które to ich mieszkańcy (Łemkowie i Bojkowie) – czasem za namową, a znacznie częściej pod przymusem – opuścili na skutek zawieruchy wojennej i politycznych decyzji. Wszystko zaczęło się jeszcze w 1944 roku – Polacy mieli opuścić tereny Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a ludność rusińska – Polskę (analogiczne porozumienia PKWN zawarł także z radzieckimi republikami Litwy i Białorusi). Teoretycznie wymiana ludności odbywała się za przyzwoleniem zainteresowanych. Osoby wyjeżdżające z Polski mamiono wizjami dobrobytu na ziemiach Związku Radzieckiego. Później, w 1947 roku, podczas akcji „Wisła”, ruch deportacyjny skierowany był już nie na wschód, ale na zachód, na tzw. Ziemie Odzyskane. I tak na te nowe, obce kresy wysyłani byli zarówno Łemkowie, jak i Polacy, którzy musieli opuścić wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej…

Czytaj dalej „Powsia. Zamiast wstępu”

Bieszczadzka opowieść (późno)zimowa

Po nocnej podróży do Sanoka doczekaliśmy się jedynego tego dnia bezpośredniego transportu w kierunku Ustrzyków Górnych. Łapanie okazji na mrozie, zwłaszcza na mało uczęszczanych trasach – to dość specyficzna rozrywka, której udało się nam tym razem uniknąć. W autobusie nie za tłoczno, ale jak zwykle – interesująco;) Wysiedliśmy w Bereżkach – piękna, słoneczna pogoda. Poprzednie dni były podobnoż szpetne, warto więc było odpuścić i poczekać na lepszą pogodę, którą nam dał pierwszy weekend marca.

Czytaj dalej „Bieszczadzka opowieść (późno)zimowa”