Jesień start (początek kolorów w Pieninach i okolicach)

Ponuro zapowiadający się weekend potrafił zaskoczyć…

Widoki na dolinę Dunajca i Pieniny…

…ze szlaku poniżej Bacówki pod Bereśnikiem.

Ulica Języki (w, a raczej nad Szczawnicą) i widok na Małe Pieniny z Jarmutą i piramidką Wysoką.

Początki kolorów na zboczach (widok z Wysokiej w kierunku Trzech Koron).

Zejście z Wysokiej w kierunku Homola, z widokiem na Lubań (po lewej) i Beskid Sądecki (po prawej).

 

Festiwal kolorów czas zacząć.

Kupy w Chochołowskiej

Tego dnia zaskoczeń było niemało – darmowy parking u wejścia do Doliny Chochołowskiej (te bliżej szosy działały) czy zamknięta budka biletowa (pilnowana skutecznie nawet w Wigilię po południu). Cóż, takie cuda na Podtatrzu zdarzają się chyba tylko w największe święta kościelne.

W bardzo dobrych nastrojach ruszyliśmy więc we trójkę, by cieszyć oczy wiosną na dole i widokiem ośnieżonych szczytów przed nami.

Ruch tężał powoli, jak na Chochołowską było nawet jeszcze trochę pustawo (większość turystów miała się tam pojawić dopiero za kilka godzin, po najobfitszym śniadaniu w roku). Sielanka cudownej, jasnej wiosny została zaburzona czymś, co odebraliśmy jako mocno nieestetyczne. Podobne w kategorii wątpliwego piękna do licznych psich kup, które wiosną wyłaniają się spod śniegu na miejskich chodnikach i trawnikach…

Nie widać zbyt dokładnie? To proszę:

Dosłownie co chwilę, i po lewej, i po prawej stronie drogi biegnącej przez dolinę, w rowach lub tuż za nimi leżały końskie odchody.Wyglądało to trochę, jakby całe worki kup były wysypywane na bok, gdy przyszedł na to odpowiedni (lub konieczny) dla powożącego czas.

Uwierzcie, wygląda to mało romantycznie. I nie wydaje mi się, że sprzątanie końskich kup przez fiakrów powinno polegać na tym, że są one jedynie usuwane z asfaltu czy też utwardzonej drogi i wysypywane tuż obok… Koń to zwierzę, ale jak się zdaje nie żyjące w lesie, nikt mi więc nie wmówi, że jego odchody, do tego w jakichś patologicznie dużych ilościach, to całkowicie naturalna część tatrzańskiego krajobrazu. Jak do tego dodamy jeszcze (inne) „pamiątki” po kuligach, które – jak się zdaje – licznie odbywają się tu w sezonie zimowym, to mamy dno Chochołowskiej udekorowane końskim łajnem i resztkami tzw. pochodni.

Owych kijów z nadpalonymi końcami także jest naprawdę dużo. Ciekawe, czy na wyrzucanie ich z pojazdu zaprzęgniętego w konie wpadają uczestnicy wesołej imprezy czy zachęcają do tego sami gospodarze miejsca, czyli fiakrzy. Trzeba wiedzieć, że „kuligi” odbywają się nawet wtedy, gdy śniegu nie ma. Parę lat temu mieliśmy okazję przemierzać Chochołowską o zmroku, w jakiś poświąteczny, grudniowy dzień. Zaskoczyła nas ilość „zakrapianych” ognisk u wylotu doliny oraz dorożki, które kończyły tego dnia pracę dla licznych grup. Pozostałości po pochodniach  towarzyszyły nam przez większość wędrówki do schroniska.

Najbardziej smuci mnie to, że powyższe obrazki jedynie dopełniają ponurego obrazu, który mam w umyśle, gdy chodzi o opiekę gospodarzy miejsca (czyli Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi w Witowie) nad eksploatowaną gospodarczo częścią Doliny Chochołowskiej.

W kontekście maleńkich krokusów była już kiedyś o tym mowa. A to również wierzchołek góry lodowej. Może kiedyś napiszemy o zmianach w krajobrazie Siwej Polany, która – póki co powoli – ale skutecznie i od wielu lat jest zabudowywana, rozjechanych przez ciężki sprzęt dolinach (choćby Starorobociańskiej, której zaczęliśmy unikać, bo okresami była praktycznie nie do przejścia dla piechura) czy intensywnej gospodarce leśnej. Uwierzcie, tutaj przy wycince pracuje się nawet w Wigilię po południu…

Jeszcze raz o rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie [cz. 2]

Poprzedni tekst wprowadzał w temat i zajmował się pewnymi ogólnymi kwestiami, które nasunęły nam się podczas zapoznawania się z niedawno opublikowanym VI Rankingiem Schronisk Górskich czasopisma „n.p.m.”. Teraz będzie bardziej konkretnie, przede wszystkim na podstawie wad i zalet schronisk wypunktowanych w tabeli lub opisanych w artykułach towarzyszących rankingowi. Czytaj dalej „Jeszcze raz o rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie [cz. 2]”

O rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie (cz.1)

Z dużym zainteresowaniem, uważnie i kilkakroć przeczytaliśmy i analizowaliśmy VI Ranking Schronisk Górskich opublikowany w sierpniowym numerze Magazynu Turystyki Górskiej „n.p.m.” oraz wszelkie artykuły, które go uzupełniały. Niestety, po raz kolejny przyszło nam do głowy, że to chyba nie nasz świat. Że kryteria i ich ocena w wielu miejscach różnią się od naszych, niekiedy wręcz bulwersują, kiedy indziej po prostu zaskakują lub są niezrozumiałe. Czytaj dalej „O rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie (cz.1)”

Z widokiem na Tarnicę, czyli krótka opowieść o nieistniejącym

Od tego sezonu (lato 2019) nie ma już w Wołostem Hoteliku pod Tarnicą. Miejsce te było dość dobrze znane wśród turystów, gdyż oferowało niedrogie noclegi z bajecznym widokiem na Tarnicę. Właściwie można by rzec, że spało się prawie pod Tarnicą. Lokalizacja idealna dla turystów chcących penetrować gniazdo Tarnicy czy rozpoczynających wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Czytaj dalej „Z widokiem na Tarnicę, czyli krótka opowieść o nieistniejącym”

Muńcuł, czyli duża góra

Trochę dziwne, bo nie jest to góra ani w jakikolwiek sposób najwyższa, ani też najpiękniejsza. Nawet w najbliższym jej otoczeniu znajdą się twory o wysokości bardziej imponującej (1165 m n.p.m. to ponad 70 metrów mniej niż najwyższa w Worku Raczańskim Wielka Racza), inne zaś kształtem atrakcyjniejsze lub bardziej przemawiające do wyobraźni (ot, choćby taka Bania). Ma Muńcuł jednak w sobie „coś”. Czytaj dalej „Muńcuł, czyli duża góra”