Jeszcze raz o rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie [cz. 2]

Poprzedni tekst wprowadzał w temat i zajmował się pewnymi ogólnymi kwestiami, które nasunęły nam się podczas zapoznawania się z niedawno opublikowanym VI Rankingiem Schronisk Górskich czasopisma „n.p.m.”. Teraz będzie bardziej konkretnie, przede wszystkim na podstawie wad i zalet schronisk wypunktowanych w tabeli lub opisanych w artykułach towarzyszących rankingowi. Czytaj dalej „Jeszcze raz o rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie [cz. 2]”

O rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie (cz.1)

Z dużym zainteresowaniem, uważnie i kilkakroć przeczytaliśmy i analizowaliśmy VI Ranking Schronisk Górskich opublikowany w sierpniowym numerze Magazynu Turystyki Górskiej „n.p.m.” oraz wszelkie artykuły, które go uzupełniały. Niestety, po raz kolejny przyszło nam do głowy, że to chyba nie nasz świat. Że kryteria i ich ocena w wielu miejscach różnią się od naszych, niekiedy wręcz bulwersują, kiedy indziej po prostu zaskakują lub są niezrozumiałe. Czytaj dalej „O rankingu schronisk górskich wg „n.p.m.” bardzo subiektywnie (cz.1)”

O (moim) schronisku nad Morskim Okiem

Bardzo dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz trafiłam na nocleg do schroniska nad Morskim Okiem. To było 3 maja, kilkanaście lat temu. Poszłam samotnie z Pięciu Stawów przez Szpiglasową Przełęcz. Odebrałam solidną lekcję pokory (ani moje ówczesne umiejętności, ani wyposażenie – a raczej jego brak – nie licowały z warunkami śniegowymi, które tego dnia były na tej trasie; nigdy więcej już nie posłuchałam rady typu „To tylko dwa metry trudności, wyglądasz na kogoś, kto da radę bez raków i czekana”), na wysokości 2110 m n.p.m. poznałam wyjątkową osobę, a także otarłam się o coś, co Bóg-jeden-wie, jak się mogło skończyć, gdyby nie refleks i szybka reakcja nowego znajomego. Potem była majowa burza i przeczekiwanie jej w tłumie, przy wejściu. Na koniec noc w Starym Schronisku, gdzie spało nas, jeśli się nie mylę… trzy osoby. (Podejrzewam, że obecnie w długie, majowe weekendy takie cuda się nie zdarzają). Upadło wtedy moje wyobrażenie o tym miejscu, jako o wiecznie zatłoczonym, najdroższym i (pewnie głównie z tego względu) mało przyjaznym dla zwykłego turysty. Tego dnia dowiedziałam się również (mimo tego, że bywałam tam, jako przechodząca osoba, wielokrotnie), że wrzątek dla turystów (do własnych naczyń) jest dostępny w bufecie za darmo i poza kolejką. Tak jest do dzisiaj, nawet gdy w środku kłębi się potężny tłum żądny, skądinąd całkiem smacznego, jedzenia.

Czytaj dalej „O (moim) schronisku nad Morskim Okiem”

Głodówka, czyli z widokiem na raj

Uwielbiamy być na Głodówce. Uwielbiamy zasypiać i budzić się na Głodówce. „Gdzie?!” – być może ktoś z Was zapyta. A jechaliście kiedyś w kierunku Łysej Polany (albo Palenicy Białczańskiej, jeśli kto woli) drogą nr 960 przez Bukowinę Tatrzańską? Tak? To być może kojarzycie widokową polanę z kilkoma domami i schroniskiem harcerskim, która wyłania się z lasu po kilku kilometrach za Bukowiną. Widok z tego miejsca mało kogo pozostawia obojętnym. Niektórzy twierdzą wręcz, że jest to jedna z najefektowniejszych panoram Tatr Wysokich.

Czytaj dalej „Głodówka, czyli z widokiem na raj”

Równica i Morskie Oko, czyli dodatek do dyskusji o przyszłości schronisk

Najpierw z naturalnym zainteresowaniem, następnie, po zakupieniu popularnego miesięcznika o tematyce turystycznej*, z zażenowaniem wczytywaliśmy się w dyskusję(?) dotyczącą tego, co czeka polskie schroniska górskie należące do PTTK (temat numeru sformułowany był trochę na poziomie tabloidu: „Schroniska górskie do likwidacji?”).

Czytaj dalej „Równica i Morskie Oko, czyli dodatek do dyskusji o przyszłości schronisk”

Izerskie perspektywy

Kiedy na kilka dni przed wyjazdem zaczęłam namiętnie śledzić komunikaty dotyczące warunków pogodowo-śniegowych na stronie Biegu Piastów, wiedziałam jedno – może być różnie. Tak czy owak, tego, co wydarzyło się, podczas kilku ostatnich dni nie wymyśliłabym. Po raz kolejny Izery pokazały, że są całkowicie nieprzewidywalne. Był śnieg i deszcz, słońce i wiatr, ciepło i przenikliwe zimno, a pod nogami śnieg, lód i woda.

Czytaj dalej „Izerskie perspektywy”

Sylwester w górach (czytaj: w schronisku)

Mój pierwszy i ostatni Sylwester w górskich okolicznościach przyrody spędziłam w schronisku pięciostawiańskim. Zderzenie się z sylwestrowo-schroniskową rzeczywistością na zawsze wywarło na mnie piętno. Od tamtej pory czuję się bowiem absolutnie zwolniona z marzeń o Sylwestrze w romantyczej scenerii, która otacza jakieś górskie schronisko w Polsce. Zagęszczenie osób totalnie nieprzygotowanych na zimowe wędrówki, jak i tych, które nie potrafią odłożyć mocnego alkoholizowania się na wieczór (albo przynajmniej popołudnie), ścięło mnie z nóg. Ludzie spali dosłownie wszędzie, w noc sylwestrową do jadalni nawet nie weszłam (nie dało się), a to, że faceci dali sobie po mordach dopełnia jedynie obrazu. Fakt, sama byłam wtedy młodsza i głupsza, ale lekcję pojęłam.

Czytaj dalej „Sylwester w górach (czytaj: w schronisku)”

Gospodarze, turyści i schroniska – trójkąt (niekoniecznie) bermudzki

Niedawno, przebywając w jednym ze schronisk, byliśmy świadkami dość przykrej sytuacji – dwie osoby, które obsługiwały turystów, zaczęły się w dość niewybredny sposób kłócić. Tak się składa, że była to gospodyni oraz jej syn. Sześć lat temu podobało nam się w tym miejscu bardzo. Absolutnie zauroczył nas klimat, ciekawie urządzona jadalnia, sącząca się z głośników muzyka, proste, ale smaczne jedzenie oraz… miła obsługa. Sześć lat temu to te same osoby stały i obsługiwały turystów. Co więc się zmieniło, skoro wyposażenie jadalni pozostało nietknięte? Hmm, teraz zdawało się, że głównym określeniem, którego moglibyśmy użyć zarówno w stosunku do gospodarzy, jak i całej otaczającej schronisko aury, byłoby „zmęczenie” – ludźmi, ciężką pracą, trudnymi warunkami, sobą nawzajem. Mieliśmy być tej nocy jedynymi nocującymi tam turystami. Jako że temat gorącego posiłku był problematyczny (niemały ruch turystyczny, który tędy przechodził w tę piękną, jesienną niedzielę, a który zdawał sie być utrapieniem dla obsługi, skutecznie wyczyścił garnki), pierwszy raz w życiu świadomie i dobrowolnie udaliśmy się zjeść do pobliskiej konkurencji. Gdy wróciliśmy do schroniska ok. 18.00, drzwi były zamknięte – w obawie przed turystami jak można się domyślać. Osobną kwestią było to, że na nocleg mogliśmy zostać tylko dlatego, że praktycznie żeśmy go wybłagali kilka dni wcześniej przez telefon… (W schronisku miały być pewne prace odświeżające i turyści nie byli zbyt pożądani). Zderzenie z tą dość brutalną rzeczywistością i odmitologizowanie miejsca, do którego mieliśmy wiele sympatii i sentymentu (ten pewnie i tak pozostanie…), spowodowało domino przemyśleń związanych ze schroniskami, gospodarzującymi w nich ludźmi oraz tymi, którzy do nich zachodzą.

Czytaj dalej „Gospodarze, turyści i schroniska – trójkąt (niekoniecznie) bermudzki”

Prymat zdobywania nad obcowaniem

Tak właśnie niedawno zwerbalizowałam sedno problemu aktualnego charakteru turystyki tatrzańskiej. Choć z całą pewnością nie jest to coś przynależne jedynie turystyce w Tatrach, to na naszym polskim podwórku właśnie tutaj można to zaobserwować najdosadniej… Dlaczego? Wielu ludzi jest wyznawcami tego co „naj”. W tym przypadku może chodzić o „najwyższe” lub „najtrudniejsze”. I to wystarczy. To będzie napędzać ruch turystyczny, bo przecież piekielnie trudno znaleźć wśród osób chodzących po Tatrach tych, którzy nie byli na najwyższym szczycie w okolicy lub nie marzą o jego zdobyciu. Ciekawe, że mimo wszystko horyzont większości z polskich turystów ogranicza się do terenu gór znajdującego się po naszej stronie granicy (i całe szczęście…).

Czytaj dalej „Prymat zdobywania nad obcowaniem”