Izery, nasza miłość (gdzie pojechać jesienią w góry, cz. IV)

Niech będzie jeszcze w jesiennym cyklu, bo zasługują na to bardzo. Góry Izerskie zaczarowały nas jakiś czas temu. I są piękne o każdej porze roku – zarówno, gdy toną w morzu czarnych jagód, jak i wtedy, gdy stają się Mekką biegaczy narciarskich. Dziś jednak będzie o tym, dlaczego jesienią są „bardziej”.

Czytaj dalej „Izery, nasza miłość (gdzie pojechać jesienią w góry, cz. IV)”

Krokusowy zawrót głowy (dokładniej)

Ano, by sobie nieco horyzonty rozszerzyć, ruszyłyśmy z rabczańskiej Plasówki czerwonym szlakiem rowerowym (mającym się odłączyć od pieszego niebieskiego), którego nie było lub – uczciwiej – istniał na mapie oraz na bodajże dwóch drzewach po drodze. Grzbiecik z mapy zgadzał się z tym, co rzeczywiście było, więc bez większych problemów w odpowiednią polną drogę żeśmy trafiły. Potwierdziło się również, że zamiast czerwonego rowerowego aktualnie istnieje zielony narciarski. W sumie, czemu nie?

Czytaj dalej „Krokusowy zawrót głowy (dokładniej)”