Worek Raczański (Gdzie i dlaczego pojechać jesienią w góry? cz. V)

Bardzo sudecko się zrobiło ostatnimi czasy, trzeba nam więc powrócić w Beskidy. A że o Worku Raczańskim napisać chcieliśmy od dawna – najwyższa pora.

Wybranie się po raz pierwszy w owo zaokrąglenie naszej granicy, było z jednej strony „po prostu” jazdą w kolejne pasmo Beskidów, z drugiej zaś – „wyprawą” w nieznany nam rejon, który bardziej kojarzyliśmy dzięki popularnym hasłom w stylu „Rycerzowa” niż jakiejkolwiek szerszej wiedzy teoretycznej, nie mówiąc o praktycznej. Beskid Śląski, inne fragmenty Beskidu Żywieckiego – owszem, ale nigdy jego południowo-zachodni kraniec. Chęć była od dawna, ale punkt widzenia nie zawsze zależy od punktu siedzenia, więc choć kiedyś miałam w tamte rejony obiektywnie bliżej, dopiero stosunkowo niedawno przyszedł czas, by tam dotrzeć i… zacząć wracać regularnie.

Żółty szlak między Glinką a Soblówką.

Nasza „raczańska” inicjacja zaczęła się od nocnej podróży do Bielska, następnie Żywca, a potem wędrówki z Rycerki czerwonym szlakiem w kierunku Hali Rycerzowej. Buro, ponuro i pusto, ale nie mieliśmy nic przeciwko. Im wyżej tym więcej szronu, lodu, gdzieniegdzie małe ilości śniegu. Był koniec października. Mieliśmy nadzieję na odwiedziny w schronisku związanym z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim – Chyz u Bacy, w osadzie o wdzięcznej nazwie Młada Hora. Po rekonesansie w internecie i przewodnikach wiązaliśmy duże nadzieje z tym miejscem, niestety na próżno. Schronisko było zamknięte na głucho i wyglądało na opuszczone (zapuszczone?). Wtedy tłumaczyliśmy sobie, że termin jest mało turystyczny, więc może i Baca udał się na jakiś urlop, albo –  w najgorszym przypadku, że w ogóle o tej porze roku go tutaj nie ma… Przyszłość miała jednak pokazać, że za każdym razem odbijemy się o zamknięte drzwi, nawet w lipcu (to chyba jest sezon, prawda?..). Jak dla nas Chyz jest nieczynny. Za to osada Młada Hora zawsze tak samo nas rozczula. Miejsce to ma w sobie coś wyjątkowego…

W Mładej Horze.

Wędrowaliśmy dalej, w nadziei, że bacówka na Hali Rycerzowej nas nie zawiedzie. Nim żeśmy do niej dotarli, weszliśmy w  chmury. Oboje lubimy, gdy niekoniecznie ciekawe świerczyny nabierają innego wyrazu – czy to we mgle, czy na przykład szadzi lub śniegu. Potem wyszliśmy na halę i… śmialiśmy się, że miniemy bacówkę nie zauważywszy jej. Na szczęście nie było tak źle, a klimat bacówki i kominek skutecznie nas rozgrzał. Już wtedy wiedzieliśmy, że warto było. Oczywiście oboje słyszeliśmy o fantastycznej panoramie z Rycerzowej, o tym, że morza chmur są tu przepiękne, bo z łańcuchem Tatr na horyzoncie; wiedzieliśmy, patrząc na panoramę w schronisku, że COŚ nas ominęło. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam żalu czy narzekania z tego powodu. Było magicznie. Jak zawsze, gdy tam jesteśmy.

Bardzo szczęśliwy Miś w bacówce na Rycerzowej.

Dzień zaczął się dla nas bardzo rano. Z jednej strony wiedzieliśmy, że mamy kawałek drogi przed sobą (dojść grzbietem granicznym do bacówki na Krawcowym Wierchu… W przewodniku  odcinek ten został określony mianem „męczącego”), z drugiej – moja Lepsza Połowa sprawdzała, jaka jest pogoda i czy coś może jednak widać. Okazało się, że owszem, widać i  to z każdą chwilą coraz więcej. Trudno to ubrać w słowa, niech zdjęcia mówią same za siebie. Był to w każdym razie jeden z najpiękniejszych poranków jakie było nam dane przeżyć w górach. No i początek kilku dni pięknej pogody.

Widok na Pilsko i Babią Górę.

Mimo pobudki o świcie, zaczęliśmy naszą wędrówkę z poślizgiem, bo trudno nam było nasycić oczy. W końcu jednak wyruszyliśmy i pełni zapału weszliśmy na niebieski szlak graniczny w kierunku Krawcowego Wierchu… Jeśli ktoś lubi strome beskidzkie zejścia/podejścia (w tym kierunku tych drugich jest więcej), to serdecznie polecamy. Kto był, ten wie. Nam, mimo zmrożonej (a więc mało beskidzkiej) ziemi, szlak ten dawał momentami ostro w kość. Za to końcówka zaskoczyła nas – zalana słońcem hala i bacówka pojawiły się jakby znikąd, w sam raz, by nas przyjąć i rozkochać od pierwszego wejrzenia. Ze szlaku granicznego widać niewiele, choć i te rzadkie prześwity zachwycają; natomiast z wyższych partii hali widać duuuuużo, m.in. poszarpaną Małą Fatrę (pierwszy raz zobaczyliśmy ją rano, gdy podchodziliśmy na Wielką Rycerzową).

Nasz ulubiony widok na bacówkę – gdy się podchodzi od strony Glinki.

 Krawcula, jak ją w skrócie wiele osób nazywa, należy do schronisk wyjątkowych. Z jednej strony jest dość blisko cywilizacji, z drugiej nie ZA blisko. Położona blisko mało popularnej, wschodniej części grzbietu wyznaczającego Worek Raczański, nie jest tak „okupowana” jak bacówka na Hali Rycerzowej, nie ma też swoistego magnesu w postaci widokowego szczytu w pobliżu (jak to jest w przypadku Wielkiej Raczy i  ulokowanego na niej schroniska). Mimo to, a może właśnie dzięki temu jest tu po prostu więcej… spokoju. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest miejscem popularnym i kochanym przez wiele osób, do których i my się zaliczamy. To tutaj wracamy najchętniej.

Kolejny dzień znów przywitał nas lekkim mrozem i pięknym niebem. Postanowiliśmy przez Glinkę i Soblówkę wrócić na Rycerzową, a następnie iść grzbietem w kierunku przełęczy i osady Przegibek.

Właśnie taką jesień kochamy najbardziej…

Najpierw więc malownicze opłotki, potem piękny las (niestety w dolnej partii  leśne drogi były mocno „poorane” przez ciężkie maszyny do zwózki drewna…), powrót na hale, rewizyta w pustej bacówce na Rycerzowej. Odcinek z Rycerzowej na Przegibek, to przysłowiowy rzut beretem, będący próbką tego, co czeka wędrującego w dalszej części malowniczego grzbietu – widokowe prześwity warte zboczenia ze ścieżki czy odcinki pięknej, skarłowaciałej buczyny (złotej, rzecz jasna, o tej porze roku), która – ze względu na nie do końca luksusowe warunki  – nie osiąga  na samym grzbiecie pokaźnych rozmiarów (ale za to bardzo ciekawe kształty).

Widok na Banię sprzed schroniska na Przegibku.

 Przegibek wciśnięty jest między Bendoszkę, a znajdującą się w opisywanym grzbiecie Banię. Góra to zacna, i choć czerwony szlak ją omija i schodzi minimalnie w kierunku Przegibka, to właśnie z niego można zobaczyć (trudno wręcz nie zauważyć) podejście, które nam skojarzyło się ze skocznią narciarską (nie przechodzi tam szlak, jest to dość specyficzna opcja „dla chętnych” ;). Rok później schodziliśmy tamtędy i powiem szczerze, że było wesoło. W każdym razie Bania dużą górą jest, a kształt ma prawdziwie „baniowaty” i łatwo rozpoznawalny z wielu miejsc w okolicy.  Jest też przykładem na częsty, specyficzny podział lasów w tym rejonie – Bania przecięta jak typowy graniczny szczyt na pół, składa się z dwóch odmiennych części: po Słowackiej stronie jest buczyna, po polskiej – świerk. Sama osada podobała nam się, choć może nie tak bardzo jak Mlada Hora, ale też ma w sobie „coś”.

Jedna z kapliczek na Przegibku.

Schronisko – które w owym roku (2009) zostało ogłoszone przez magazyn „NPM” najlepszym schroniskiem PTTK – na nas nie wywarło jakiegoś piorunującego wrażenia. Po pełnej zachwytów recenzji w tym czasopiśmie spodziewaliśmy się cudownego miejsca, które przecież „pobiło” konkurencję w postaci choćby Rycerzowej czy Krawculi (a wrażenia stamtąd mieliśmy na bieżąco).  Tymczasem – bez rewelacji. Owszem budynek jest klimatycznie położony, ale prócz tego nie za wiele nas tam spotkało rzeczy wartych zachwytów. Począwszy od Orzełka koło wejścia, który nie odzyskał jeszcze korony (smutne), poprzez kręcenie nosem na zniżki, „niemiły zapach” w brudnych sanitariatach (tego dnia byliśmy jedynymi gośćmi i  taki stan zastaliśmy i po południu, i rano), poprzez rozszerzenie oferty z jadłospisu o dania rodem z baru fast food (to w argumentacji „NMP” było zaletą, wyjściem na przeciw oczekiwaniom młodzieży… Nasze zdanie jest nieco inne na ten temat). Gospodyni nie spotkaliśmy, więc kto wie, może właśnie dlatego panowało owe specyficzne bezkrólewie…

Wieczorne zorze nad Wielką Raczą (najwyższa z drugiego planu). Widok z Przegibka.

Na szczęście następny dzień zrekompensował nam owo rozczarowanie pod każdym względem. Trasa grzbietowa dość typowa (góra-dół-góra-dół), ale za to często z  buczyną, o której już wspominałam, przepięknymi widokami (gdy się już otwierały), z urokliwymi halami na Małej Raczy (skąd można zobaczyć pół świata), no i zakończona niezwykle widokowym, najwyższym w okolicy szczytem Wielkiej Raczy (1236 m n.p.m.; stąd to już prawie cały świat widać ;). Pod schroniskiem przywitały nas rozbawione psy (m.in. piękny husky), pomidorówka z widokiem na Tatry smakowała wyśmienicie, a widok 360° polecamy każdemu. I znów  trochę zdjęć, bo co tu gadać…

Widok z grzbietu. Mała Fatra – poszarpany Wielki Rozsutec, obok Stoh.

Hala na zboczu Małej Raczy.

Widok sprzed schroniska na Wielkiej Raczy.

Schronisko na Wielkiej Raczy położone jest ciut poniżej szczytu. Na samym szczycie jest platforma widokowa.

Schronisko na Wielkiej Raczy jest w pewnym sensie ostoją górskiego, turystycznego klimatu w tym rejonie, gdyż po słowackiej stronie, tuż przy potężnym rezerwacie, powstał duży kompleks sportowy (nie tylko narciarski), tamtejsza „chata” nie jest schroniskiem, tylko jednym z kilku nietanich pensjonatów, a o tym jaki hałas musi tam panować w sezonie, boję się nawet myśleć. Poszliśmy tam na spacer, trochę się poszwędać, zobaczyć Skalné Diery, sprawdzić jak wygląda tamtejsze schronisko. Wróciliśmy z niesmakiem (a było przed sezonem, więc w sumie martwota), zniszczony krajobraz za bardzo kłuł w oczy i serce. Cieszyliśmy się, że wracamy spędzić końcówkę dnia w zupełnie innym otoczeniu. W schronisku, mimo tego że byliśmy przez większość wieczoru jedynymi gośćmi, został rozpalony kominek, do którego mogliśmy dorzucać według uznania. To był dobry wieczór, podobnie jak kilka innych spędzonych tam później.

Na Raczy chyba zawsze wieje. Mniej lub bardziej, ale zazwyczaj na tyle, by zbudzić się skoro świt i zacząć myśleć o wschodzie słońca. Jak mówi mój mąż, spać tak blisko szczytu i nie iść na wschód, to na pewno grzech – nawet gdy temperatura nie zachęca do wychylenia nosa na zewnątrz. No i pewnie ma rację…

„Płonące” Tatry o poranku (widok z Wielkiej Raczy).

Wiele można by jeszcze napisać o „naszym” Beskidzie Żywieckim, o Worku Raczańskim takim, jak my go widzimy, i wciąż poznajemy. Temat więc wróci. Jedno jest pewne – jest to rejon wyjątkowy. Składa się na to wiele czynników, m.in.: różnorodność krajobrazu, dalekie panoramy, spore wzniesienia (ale i możliwość tras łatwiejszych, „familijnych”), ciekawostki przyrodnicze…  Jesień, zwłaszcza późna, gwarantuje nam oczywiście, że szlaki będą pustawe (no, może prócz weekendów), kolory intensywniejsze i bardziej kontrastowe (plamy złota w morzu zieleni drzew iglastych), większa też jest szansa na zobaczenie morza chmur, nie mówiąc o jesiennych szadziach, szronach…

Zima czy babie lato?..

Niezwykłym jest, że choć na tak małym stosunkowo terenie nagromadzone jest tyle schronisk turystycznych (a są przecież jeszcze inne nie mniej turystyczne możliwości noclegu – chatki czy np. baza namiotowa latem), to w większości nie szpecą one krajobrazu (pewnie można się sprzeczać, czy góra taka jak Wielka Racza jest miejscem odpowiednim na schronisko, ale skoro już tam jest, może lepiej się cieszyć, że nie jest to betonowy klocek…). Czujemy też podskórnie, że mimo iż jest ich sporo, to nie przeszkadzają sobie nawzajem, a może wręcz – w pewien sposób (nawet jeśli nie otwarcie) –  motywują się, do tego by przyciągać ludzi. I nie tak, że ktoś ustawi ściankę pseudowspinaczkową przy bacówce lub będzie wynajmował quady, ale raczej poprzez dbanie o klimat, a także różnego rodzaju ciekawe imprezy, które gdzieniegdzie się odbywają (na pewno Rycerzowa, Krawcula). Tamtejsze bacówki (bo je przede wszystkim mam teraz na myśli) są najlepszym dowodem na to, że dobre schronisko górskie, to nie luksusy i ekstrawagancje, ale prostota, schludność, serdeczna obsługa, domowe jedzenie, ciepło kominka, które przekłada się na to inne, jeszcze ważniejsze…

W Rycerce Górnej na przystanku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s