Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry?… cz. II – Rudawy Janowickie

Czyli „a teraz coś z zupełnie innej beczki” 🙂

Rudawy Janowickie charakteryzują się tym, że albo ktoś o nich nie wie/nie był w nich, albo jest w nich zakochany. Innej opcji chyba nie ma. W pewnym sensie zagubione gdzieś między Karkonoszami a Kotliną Jeleniogórską widoczne są z wielu miejsc, łatwo rozpoznawalne natomiast dzięki swoim najsłynniejszym wierzchołkom, czyli najwyższym szczytom grupy wzniesień zwanych Górami Sokolimi – bliźniaczym: Sokolikowi i Krzyżnej Górze (zwanymi skrótowo po prostu Sokolikami).

Sokoliki widziane ze szlaku na Wysoki Kamień.

Gdy na studiach zaczęłam bywać w Rudawach, ze zdumieniem odkryłam, że wszyscy w Krakowie pytali mnie „a gdzie to jest?”. Okazało się, że nawet osoby, które się wspinają, niekoniecznie kojarzą jedyny (na dobrą sprawę) obszar w Polsce, poza Tatrami, oferujący  wspinanie w granicie. Rzecz jasna Sokoliki są bardziej znane w zachodniej części naszego kraju. Dla jednych są właśnie Mekką pięknego wspinania, dla innych świetną propozycją na wyjazd weekendowy. Dla mnie, odkąd skończyłam studia, wypad w Rudawy stał się bardziej „wyprawą”, a to ze względu na trudności komunikacyjne. Mimo to, pokrótce przedstawię dlaczego warto wybrać się w ten magiczny zakątek, nawet z najdalszego krańca Polski, zwłaszcza jesienią.

Widok z Sokolika na Krzyżną Górę oraz Karkonosze.

A więc dlaczego jesień? Ano, na przykład dlatego, że gdy w pobliskich Karkonoszach nie można się przebić przez mgłę, bądź trzeba się przestawić na zimowe klimaty, w Rudawach zazwyczaj wciąż jest jesień. Jeśli do tego jest ciepło i słonecznie, to możemy się cieszyć jaskrawym złotem buków i brzóz, które urozmaicają zieleń potężnych nieraz świerków. Pod nogami będzie nam cudnie szeleścić, a spośród drzew wyłaniać się będą głazy oraz turnie, których nie widać nieraz latem, gdy las jest cały zielony. Dodaje to im jeszcze większej malowniczości, tajemniczości i potęgi.

Krzywa Turnia w bezlistnej aurze.

Jak jednak dobrze wiadomo jesień bywa różna, można więc i trafić inaczej – na mgłę i słotę. Co wtedy? Mi podoba się nie mniej. Las we mgle ma zawsze w sobie coś niezwykłego (choć lepiej wiedzieć, w którą stronę należy iść :), a gdy do tego z owej mgły wyłaniają się skały, to jest to, co tygrysy lubią bardzo…

Na zboczach Sokolika.
Stare schodki prowadzące na Sokolik Duży. We mgle.

Jeśli chodzi o ruch turystyczny, jest on zdecydowanie największy w wiosenne i letnie weekendy (zwłaszcza „długie”). Skały wypełniają się wspinaczami, a i turystów nie brakuje. Od maja przez Rudawy przechodzi mnóstwo grup szkolnych, latem liczne wycieczki niemieckojęzyczne, gromady kolonijne oraz sporo turystów indywidualnych. Ogólnie jednak nasilenie ruchu turystycznego w porównaniu np. z Karkonoszami jest umiarkowane. Zaś wczesną wiosną, chłodną jesienią (gdy może być już za zimno, by się wspinać) lub nawet złotą jesienią w ciągu tygodnia, nie wspominając o zimie – ruch turystyczny bywa… znikomy. Można więc cieszyć się ciszą w niebanalnych okolicznościach przyrody.

Widok na Krzyżną Górę (po lewej) i Sokolik (z prawej strony wierzchołka widoczne turnie: Sokolik Duży i Mały).

Jakkolwiek atrakcyjne i popularne by nie były, warto pamiętać, że Rudawy Janowickie to nie tylko Sokoliki. Do pobliskich „highlightów” należą również: Skalny Most, Starościńskie Skały oraz Zamek Bolczów, który został wybudowany przy wykorzystaniu naturalnych form skalnych.

Ze Starościńskich Skał (podobnie jak z Sokolika) widać pół świata, m.in. Karkonosze i Góry Izerskie.

Starościńskie Skały to nie tylko punkt widokowy, ale przede wszystkim swoisty labirynt z niezwykłymi formami skalnymi.
Skalny Most.

Zamek Bolczów w dość klasycznym ujęciu.

Wymienione miejsca to najpopularniejszy, ale tak naprawdę tylko niewielki fragment Rudaw Janowickich, których najwyższym szczytem jest Skalnik (945 m n.p.m. – jej, ależ dawno tam nie byłam!). I cieszy mnie świadomość, że jeszcze tyle jest w tych rejonach do „odkrycia”. Zwłaszcza, że Rudawy doskonale nadają się zarówno dla turystów pieszych, jak i zmotoryzowanych, górskich długodystansowców, jak i rodzin z dziećmi. Z jednej strony można połączyć wyjazd tam, np. z Karkonoszami i zafundować sobie jakoweś solidne przejście z jednego pasma gór do innego. Z drugiej strony można stacjonować np. w urokliwie położonym schronisku Szwajcarka (zdecydowanie jednym z najpiękniejszych architektonicznie obiektów PTTK) i stamtąd udawać się na jednodniowe – piesze bądź samochodowe wycieczki.

 Jesienna aura przed schroniskiem Szwajcarka.

Warto w tym miejscu ostrzec, że korzystanie z komunikacji lokalnej wymaga czasu, cierpliwości i zaktualizowanych informacji. Pomysłów na dalsze czy bliższe wycieczki samochodowe na pewno nie zabraknie, bo w promieniu kilkunastu/kilkudziesięciu kilometrów znajduje się mnóstwo ciekawych i atrakcyjnych turystycznie miejsc, z coraz lepiej rozreklamowaną Doliną Pałaców i Ogrodów na czele. Czy ktoś będzie szukać zamków czy wodospadów, zapomnianych miasteczek czy krzyży pokutnych, a może atrakcji specjalnie dla dzieci – na pewno się nie zawiedzie. Wystarczy dobra mapa turystyczna i trochę inwencji.

Stary, XIX-wieczny drogowskaz na rozstaju dróg w rejonie Przełęczy pod Średnicą.

Na koniec kilka praktycznych informacji dla tych, którzy chcieliby się kiedyś dostać w rejon Sokolików transportem publicznym, a nie bardzo wiedzą jak to „ugryźć”. W zależności od chęci i sił można dostać się do Janowic Wielkich bądź Trzcińska. Póki co wciąż przejeżdża tamtędy (nieczęsto) pociąg do Jeleniej Góry z kierunku Wałbrzycha (niezmiernie malownicza trasa + bardzo wolne tempo pociągu sprawia, że śmiało można go nazwać „krajoznawczym”). Jeśli chcemy wysiąść w Trzcińsku, lepiej pilnować przystanku, bo komuś, kto jedzie pierwszy raz, może się wydawać, że pociąg tylko zwolnił 😉 Kiedyś z Jeleniej kursowały również busy w kierunku Janowic Wielkich oraz Gruszkowa (wtedy można było wysiąść w Karpnikach, niemal u stóp Krzyżnej Góry), ale obawiam się, że – o ile – wciąż istnieją, to w formie szczątkowej (na pewno jeździły przez ul. Podwale – między dworcem PKS a starówką). Kto ma więcej ochoty i sił, zawsze może iść od strony Kowar (np. przez Gruszków). Jedno jest pewne – trzeba mieć czas i zdrowie. Inaczej się nie da 🙂 Za to wszelki trud się opłaci. Warto bowiem poznać inne, prócz spektakularnych – rzecz jasna – Gór Stołowych, miejsca w Polsce, gdzie drzewa rosną na skałach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s