Nie tylko o morzu chmur z Czarnej Góry (Masyw Śnieżnika)

Podróż na trasie Kłodzko-Międzygórze zawsze budzi we mnie emocje.

Bo jadę w kierunku Międzygórza, w którym niegdyś zakochałam się prawdziwie, bo jadę w kierunku dużej góry, jaką jest Śnieżnik, bo wreszcie przejeżdżam przez ileś wiosek i miejscowości, z których każda ma coś do zaoferowania, choć nie zawsze na pierwszy rzut oka to widać. Jest Bystrzyca Kłodzka, robiąca wrażenie nagromadzeniem zabytków, jest Żelazno, Domaszków… Wszędzie zabytki i ta sama dolnośląska/sudecka ponurość. Jest też Długopole Zdrój – uzdrowisko, które średnio zachęca do… czegokolwiek. Są wąskie drogi, doliny, zbocza, góry na horyzoncie, stare bramy gospodarstw… Kiedyś to wszystko obejrzę dokładniej. Na razie to – tylko i aż – krajobrazy po drodze do Międzygórza.

II
Sanktuarium na Iglicznej
Pierwszy raz widziałam to miejsce wiele lat temu i szczerze mówiąc zapamiętałam przede wszystkim to, że ówczesne schronisko PTTK było w remoncie, a my byliśmy piekielnie zmęczeni. Potem wielokrotnie kształt małego kościółka przycupniętego w pobliżu wyższych gór przypominał mi, że trzeba się tam udać. No i żeśmy się udali. Schronisko, od lat już w prywatnych rękach, ponownie było zamknięte (może przez chwilę – było poniedziałkowe, listopadowe południe, ale lepiej mieć takie sytuacje na względzie, bo na drzwiach nie było jakiejkolwiek informacji). Według tablicy w kościółku miała być msza. Zaczęliśmy szukać otwartych drzwi, chwilę nam to zajęło, ponieważ nie były oznaczone (tak więc nie głównymi drzwiami należy wchodzić, a bocznymi). Do pustego kościoła, gdzie ksiądz samotnie odprawiał mszę, weszliśmy więc nieco spóźnieni. Co było dalej, to dłuższa historia, pewnie szkoda na to czasu i negatywnych emocji. Jedno jest pewne: ten ksiądz  (czyżby kustosz tego miejsca?) niespecjalnie chyba lubi ludzi. Jeszcze będąc w ornacie (po mszy), okrzyczał nas za spóźnienie, oparcie kijów o ścianę (które już dużo wcześniej,  po pierwszej jego uwadze, w trakcie nabożeństwa, położyliśmy na podłodze), a przede wszystkim za fakt zrobienia zdjęcia.

Nie mając świadomości zakazu, zrobiliśmy po mszy zdjęcie (bez lampy), a w kościółku rozległ się głośny sygnał – jak się okazało dźwięk ten demaskował naszą „zbrodnię”, która spowodowała wielką złość księdza… Kochani Turyści – nie próbujcie się spóźniać na mszę na Iglicznej, nie róbcie tam zdjęć (nie to żeby był ku temu jakiś racjonalny powód – żadne zabytkowe freski się tam nie rozpadną), nie dotykajcie ścian i… Bóg-wie-co-jeszcze. Radzimy nie prowokować księdza, dla własnego dobra i spokoju. Tylko… trochę to smutne. Nawet bardzo. Ja osobiście do powrotu tutaj spieszyć się nie będę. [Strach pomyśleć, jak ksiądz reaguje w sezonie, kiedy to tłumy niezdyscyplinowanych (i częstokroć niestety roznegliżowanych) turystów wchodzą do środka… Jeśli uwaga jest im zwracana, w taki sposób jak nam, to z całą pewnością nie będą oni chętni ani by tutaj wracać, ani łożyć na to – skądinąd pięknie położone – miejsce].

W tym kontekście innego wyrazu nabiera otoczenie kościoła – płoty, kamery, liczne tablice z zakazami (choć nie fotografowania).

III
Czarna Góra
Wiele lat temu musiałam ją minąć. Nie było czasu, ani sił. Trzeba było iść dalej. Tym razem było jak w bajce. Choć było wczesne popołudnie, widzieliśmy, że spora część naszego widnokręgu tonie w chmurach. Nie, nie tyle tonie, co właściwie jest… morzem chmur. Dziwna pora, nieprawdaż? Cóż, nie zamierzaliśmy się zastanawiać, przyspieszyliśmy natomiast – na ile się dało – kroku, tak jakbyśmy się nieco bali, że ten widok mógłby zniknąć, że chmury mogłyby i nas przykryć. Nic z takich rzeczy się nie wydarzyło. Zlokalizowaliśmy wieżę widokową, weszliśmy na górę i nie mogliśmy się nadziwić. Z jednej strony grzbietu morze chmur, ponad którym widzieliśmy wyraźnie m.in. Karkonosze, po drugiej stronie słoneczna pogoda i nieco przepływających przez grzbiety chmur. Bajecznie.

Widok na Karkonosze. 

Trójmorski Wierch z wieżą widokową. 

IV
Hala
Żmijowiec ponownie dał nieco w kość, może dlatego, że  byliśmy już zmęczeni, może dlatego, że wiało przenikliwie zimno i mocno. Podejście pod samą Halę pod Śnieżnikiem to była mała walka i wyścig – czy damy radę zdążyć na ostatnie promienie słoneczne?

Owszem. Utonęliśmy w pięknym, złotym świetle i patrzyliśmy jak słońce chowa się w morzu chmur. Czego mogliśmy chcieć więcej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s