Luty. Udało się. Odnaleźliśmy zimę, a jednodniowe okno pogodowe odnalazło nas…
O Studzionkach już kiedyś pisaliśmy, w ramach cyklu dotyczącego przysiółków. Wybaczcie więc, ale nie będziemy powtarzać informacji, tylko od razu zaprosimy na zimowy spacer po tym cudownym miejscu przycupniętym na grzbiecie w Paśmie Lubania.
Dlaczego tutaj?.. Bo Studzionki (czasami nazywane też nieco inaczej: klik😉 to niewielkie osiedle kilku domów rozłożonych dość dyskretnie, tu i ówdzie, wśród pięknych gór…
Krajobraz jest tu przetworzony przez człowieka, ale nie jest skrzywdzony. Jest zwyczajnie i harmonijnie, a ludzie – serdeczni i życzliwi. (Inne stworzenia zresztą też).
Tu bowiem to przede wszystkim człowiek musi się dostosowywać do przyrody, nie odwrotnie.
No i wreszcie, są One – jeden z dowodów na istnienie Najwyższego.
I choć według miejscowego Gospodarza nie za wiele było tego dnia widać – bo coż to za widoczność, gdy Babiej Góry nie ma, a Tatry zdają się być zamglone – myśmy nie narzekali.
A wraz z wieczornym zorzami i ostrość inna się pojawiła…
Na wschód słońca będziemy musieli Was zaprosić innym razem, bowiem następny dzień w niczym nie przypominał poprzedniego – Tatry zniknęły, świat stał się czarno-biały (z mocnym akcentem na BIAŁY), a zima zrobiła się jeszcze prawdziwsza… Studzionki jednak nie straciły nic ze swej urody. O tym możemy zapewnić.