Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry? Część VI, czyli czy Pieniny trzeba reklamować?

Odpowiedź niby jest oczywista. Pieniny należą do najpopularniejszych turystycznych regionów naszego kraju. Ich niezwykłe i różnorodne ukształtowanie (bo przecież inaczej jest patrzeć w czeluść z Okrąglicy, a inaczej wylegiwać się na trawiastym zboczu w Małych Pieninach), efektowne różnice wysokości względnych, malowniczość przełomu Dunajca, „podręcznikowe” atrakcje w stylu Sokolicy, Trzech Koron czy Homola, ale i miejsca (poza parkiem narodowym), gdzie śmiało i legalnie można poruszać się po pustych (nieznakowanych) drogach, ścieżkach, ścieżynkach, a także miejscowości, które (miejmy nadzieję) nigdy nie będą Zakopanem, ale śmiało mogą z nim konkurować z różnorakich względów (myślę tu przede wszystkim o piękniejącej w oczach Szczawnicy z jej architekturą drewnianą)… Wiele by można wymieniać. Skupmy się jednak na jesieni. Co możemy odnaleźć w Pieninach o tej porze roku?

W drodze na Wysoką.

W pogodne weekendy na najpopularniejszych szlakach – z całą pewnością spotkamy niemało ludzi. Tyle że jesienny „tłok” i tak niewiele będzie mieć wspólnego z kolejkami z sezonu letniego, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że cokolwiek by się nie działo, to latem i tak jest pod tym względem dużo gorzej (no chyba że wyprawę letnią porą zaczynamy bardzo wcześnie rano lub kończymy ze zmrokiem, kiedy to trudniej spotkać ludzi). Na mniej uczęszczanych szlakach jesienią będziemy sami bądź prawie sami. W tygodniu natomiast, o ile nie spotkamy wycieczek szkolnych czy innych grup zorganizowanych, ruch turystyczny jest bardzo niewielki. Dla kogoś, kto kiedykolwiek w sezonie miał wątpliwą przyjemność oczekiwania długie kwadranse na wejście na taras widokowy Okrąglicy albo bezskutecznego szukania kawałka wolnej przestrzeni na szczycie Sokolicy, znalezienie się w tych miejscach jesienią musi być niemałym szokiem. Bezludne Trzy Korony, Sokola Perć, podobnie jak popularne Homole i Biała Woda – już samo to może okazać się bezcennym przeżyciem…

Puste Homole…

…pusta Biała Woda.

Niemal całkowitą samotność na szlakach gwarantuje nam natomiast niepewna czy kiepska aura, kiedy praktycznie wszyscy kuracjusze i pozasezonowi wczasowicze pozostają na dole. Wtedy szczególnie warto wyjść w góry. Można rozkoszować się pustką, ciszą i tajemniczością, której Pieninom (np. we mgle) nie sposób przecież odmówić…

Na Przełęczy Rozdziela.

Czasami natomiast można się zdziwić. Nigdy nie zapomnę, jak podczas mojego pierwszego pobytu w Pieninach (bodajże w październiku) wśród bardzo niskich chmur i przenikliwej wilgoci szłam z przyjaciółką na Trzy Korony. W pewnym momencie na niewielkiej polance zobaczyłyśmy postać – starsza pani sprzedawała oscypki. Zbaraniałyśmy tak, że kupiłyśmy to i owo, bez mrugnięcia okiem. Było to o tyle ciekawe, że w ciągu tej całej bardzo ponurej i zupełnie niewidokowej soboty spotkałyśmy może pięć osób, a szłyśmy pienińskim standardem Krościenko-Trzy Korony-Sokolica-Szczawnica (gdzie mają być ludzie, jeśli nie na tej trasie?).

Gdy jest słonecznie, wapienne urwiska i skały niemal oślepiają, a drzewa liściaste i trawy oferują spektakl barw – uroki Pienin są wtedy jedynymi w swoim rodzaju.

 

Jesień na Sokolicy.

Widok z Okrąglicy w kierunku Czerwonego Klasztoru i Sromowców Niżnych.

Ukształtowanie Pienin Właściwych oraz punkty takie jak np. Wysoka w Małych Pieninach sprawiają, że obserwowanie zjawiska zwanego popularnie morzem mgieł/chmur jest tutaj w pewnym sensie prostsze i łatwiej dostępne niż w innych pasmach górskich w Polsce. W stosunkowo krótkim czasie bowiem, mimo rozpoczynania wycieczki „z dołu”, można znaleźć się na wybitnych szczytach, z których możemy podziwiać ten jedyny w swoim rodzaju spektakl. (Oczywiście, nie jest on „zarezerwowany” tylko dla jesieni [zob. tutaj], ale warunki sprzyjające jego powstawaniu najczęściej występują właśnie o tej porze roku).

Ponad chmurami – Tatry z Wysokiej.

Nie tylko zobaczymy wtedy wynurzające się niemal na wyciągnięcie ręki inne pienińskie szczyty, ale też podziwiać będziemy sporo przecież wyższe Gorce, Beskid Sądecki i… – a jakże – Tatry, które wręcz przytłaczają swoim ogromem.

Jesienią – zdaje się – łatwiej też o spotkania np. z salamandrami. Niegdyś pisaliśmy o tym więcej.

Planując jesienne wycieczki w Pieninach, warto pamiętać, że przeprawy tratwami na Dunajcu trwają (podobnie jak spływ przełomem) do końca października, o ile poziom wody na to pozwala. W listopadzie można więc zapomnieć o flisaku, który nas przetransportuje na drugi brzeg, a wycieczki trzeba planować tak, by się nie okazało, że do celu jest blisko, ale rzeka nas od niego oddziela (przykładowo – jeśli z Sokolicy chcemy zejść do Szczawnicy).

Ktoś jeszcze nie jest przekonany do pienińskiej jesieni?..

Widok z podejścia na Trzy Korony.

Tęcza widziana z Przełęczy Chwała Bogu.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s