O podróżowaniu przez Czechy, czyli rzecz o tym, jak ominąć Wałbrzych

Choć Sudety (po obydwu stronach granicy) i Czechy (w ogóle) od dawna były w obrębie naszych zainteresowań, to „chwilę” nam zajęło dojście do wniosku, że skoro łatwiej, ciekawiej, przyjemniej i sprawniej podróżuje się po południowej stronie granicy niż u nas, to można z tego korzystać nawet wtedy, gdy chcemy wędrować przede wszystkim po polskiej części dzielonych z Czechami gór.

Czytaj dalej „O podróżowaniu przez Czechy, czyli rzecz o tym, jak ominąć Wałbrzych”

Granice absurdu?

Jeśli jeszcze ktoś nie miał „przyjemności”, to polecam kilka krótkich artykułów informujących o wydarzeniach z najpopularniejszego polskiego szlaku, które miały miejsce w ostatnich dniach, czyli w święta i Sylwestra:

45 turystów utknęło nad Morskim Okiem. Dzwonili po pomoc do służb

Tak wyglądało sprowadzanie turystów znad Morskiego Oka

Nocny najazd na Morskie Oko

Alkohol i dantejskie sceny na Włosienicy

Szczerze mówiąc nie wierzę, że granice absurdu zostały już osiągnięte.

P.S. O poprzednich „akcjach” (2015, 2016) pisaliśmy tutaj.

droga_do_Morskiego_Oka_zima_sanie

Morze chmur z Wielkiej Raczy

Choć doskonale wiemy, że morze chmur można (przy pewnej dozie szczęścia) zobaczyć o każdej porze dnia, to jednak instynktownie kojarzy nam się ono ze świtem. Najbardziej efektowne zjawiska tego rodzaju obserwowalismy właśnie wtedy. Jednak i koniec dnia jest w stanie zapewnić niesamowity spektakl. Przecież słońce znów jest nisko, a to ono rządzi wspaniałością widowiska… Oto jak wyglądało to pewnym grudniowym popołudniem na Wielkiej Raczy…

Czytaj dalej „Morze chmur z Wielkiej Raczy”

O (moim) schronisku nad Morskim Okiem

Bardzo dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz trafiłam na nocleg do schroniska nad Morskim Okiem. To było 3 maja, kilkanaście lat temu. Poszłam samotnie z Pięciu Stawów przez Szpiglasową Przełęcz. Odebrałam solidną lekcję pokory (ani moje ówczesne umiejętności, ani wyposażenie – a raczej jego brak – nie licowały z warunkami śniegowymi, które tego dnia były na tej trasie; nigdy więcej już nie posłuchałam rady typu „To tylko dwa metry trudności, wyglądasz na kogoś, kto da radę bez raków i czekana”), na wysokości 2110 m n.p.m. poznałam wyjątkową osobę, a także otarłam się o coś, co Bóg-jeden-wie, jak się mogło skończyć, gdyby nie refleks i szybka reakcja nowego znajomego. Potem była majowa burza i przeczekiwanie jej w tłumie, przy wejściu. Na koniec noc w Starym Schronisku, gdzie spało nas, jeśli się nie mylę… trzy osoby. (Podejrzewam, że obecnie w długie, majowe weekendy takie cuda się nie zdarzają). Upadło wtedy moje wyobrażenie o tym miejscu, jako o wiecznie zatłoczonym, najdroższym i (pewnie głównie z tego względu) mało przyjaznym dla zwykłego turysty. Tego dnia dowiedziałam się również (mimo tego, że bywałam tam, jako przechodząca osoba, wielokrotnie), że wrzątek dla turystów (do własnych naczyń) jest dostępny w bufecie za darmo i poza kolejką. Tak jest do dzisiaj, nawet gdy w środku kłębi się potężny tłum żądny, skądinąd całkiem smacznego, jedzenia.

Czytaj dalej „O (moim) schronisku nad Morskim Okiem”

W góry z niemowlakiem. O doborze tras, nosidle turystycznym i niekoniecznie ciepłej jesieni

Ilość możliwości i kombinacji dotyczących tras na wycieczki z niemowlakiem jest prawdopodobnie niepoliczalna. Zwłaszcza, że do dyspozycji możemy mieć zarówno wózek dziecięcy, jak i nosidełko dla maluszka. Wszystko więc zależy od rozsądku rodziców, który powinien brać pod uwagę szereg czynników, takich jak np. warunki terenowe i pogodowe oraz możliwości dziecka. Dlaczego „możliwości dziecka”, skoro ono przecież jest noszone (ewent. wożone), więc (rzekomo) się nie męczy? Ano, właśnie dlatego, że każde jest inne – jedno lubi być noszone w chuście/nosidle czy bardzo długo wożone wózkiem, inne – nie. Jedno szybko się przeziębi przy zmiennej pogodzie, inne okaże się być całkiem odporne na tego typu warunki itd. itp. Każdy rodzic, który próbował, wie, że płaczącego malucha zbyt długo nie da się nosić w górskim terenie. Płacz może uda się ukoić dzięki posiłkowi lub wyciągnięciu z nosidła (tyle, że potem znów – zazwyczaj – trzeba dziecko tam wsadzić), ale może być też tak, że będzie on sygnalizować po prostu duuuuże zmęczenie, a wtedy może być ciężko pokonać dalszą część trasy, nawet gdy jest to już droga powrotna. Dlatego też, planując wypady z niemowlakiem (tak, ciągle opieramy się na swoim doświadczeniu zdobywanym z maleństwem, które nie skończyło jeszcze roku), warto zaczynać, mając na względzie przede wszystkim to, by trasa była nie za długa. I czas wtedy odrzucić swoje skale trudności sprzed narodzin dziecka, że krótka trasa to np. sześć godzin. Z dzieckiem owo sześć godzin może zająć dużo więcej (postoje, wolniejsze tempo…), a dla malucha tak długa wycieczka terenowa może być zdecydowanie za długa (i niezdrowa, jeśli zbyt rzadko będziemy wyciągać dziecko z nosidła).

Czytaj dalej „W góry z niemowlakiem. O doborze tras, nosidle turystycznym i niekoniecznie ciepłej jesieni”

W góry z niemowlakiem. Ekwipunek (mini poradnik dla początkujących)

Niektórzy ludzie samą myśl o wyjeździe w góry z niemowlęciem (dla niewtajemniczonych – chodzi o dziecko między drugim a dwunastym miesiąca życia) od razu negują. Zazwyczaj powody są trzy – postawa „To niebezpieczne i głupie”; niemożliwość wyobrażenia sobie takiej opcji („Przecież i tak nie pójdziemy na Rysy albo Orlą Perć, to po co w ogóle gdzieś jechać?..”) lub przerażenie związane z kwestią ilości rzeczy, które należałoby ze sobą na taki wyjazd zabrać, a następnie ekwipunku, który powinien znaleźć się w plecaku podczas konkretnej górskiej wycieczki. By więc potencjalnie choć trochę ułatwić wątpiącym tą ostatnią kwestię, chcemy się podzielić naszym dość świeżym, osobistym doświadczeniem. Może komuś do czegoś ta wiedza się przyda lub przynajmniej zainspiruje, choć wiadomo – każdy rodzic jest inny, nie mówiąc już o Maluchach, wszystko więc „zależy”… [Jedna uwaga – poniższy tekst bazuje na wiedzy zdobytej podczas wycieczek odbytych ciepłą porą roku i przy zasadniczo dobrych warunkach pogodowych].

Czytaj dalej „W góry z niemowlakiem. Ekwipunek (mini poradnik dla początkujących)”

Dworzec PKS w Zakopanem. Epilog

Każdy, mający świadomość tego, kto kupił budynek dawnego dworca PKS w Zakopanem, spodziewał się, że to nie koniec całej historii*. Taka działka, w takim miejscu – będzie się działo. Nie trzeba było długo czekać. Nie minęło nawet pięć miesięcy od wypowiedzenia umów przewoźnikom oraz innym usługodawcom, a tam funkcjonuje już market popularnej sieci handlowej. Nie zmienia to faktu, że od strony ulicy Kościuszki budynek straszy niczym rudera po ataku bombowym…

Czytaj dalej „Dworzec PKS w Zakopanem. Epilog”

Giewont z Głodówki

Umówmy się – „święta” góra Polaków wygląda nader imponująco zasadniczo z jednej strony, czyli od północy. Góra ta jest wręcz monumentalna, gdy patrzy się na nią z Zakopanego i trudno temu zaprzeczyć (jakkolwiek prawdą jest również to, że – niestety – można ją zobaczyć z coraz mniejszej ilości punktów w tym mieście…). Są też tacy, którzy uważają, że najpiękniejszy widok na Tatry jest z Giewontu właśnie, bo…. jego samego stamtąd nie widać.

Czytaj dalej „Giewont z Głodówki”