Mój pierwszy i ostatni Sylwester w górskich okolicznościach przyrody spędziłam w schronisku pięciostawiańskim. Zderzenie się z sylwestrowo-schroniskową rzeczywistością na zawsze wywarło na mnie piętno. Od tamtej pory czuję się bowiem absolutnie zwolniona z marzeń o Sylwestrze w romantyczej scenerii, która otacza jakieś górskie schronisko w Polsce. Zagęszczenie osób totalnie nieprzygotowanych na zimowe wędrówki, jak i tych, które nie potrafią odłożyć mocnego alkoholizowania się na wieczór (albo przynajmniej popołudnie), ścięło mnie z nóg. Ludzie spali dosłownie wszędzie, w noc sylwestrową do jadalni nawet nie weszłam (nie dało się), a to, że faceci dali sobie po mordach dopełnia jedynie obrazu. Fakt, sama byłam wtedy młodsza i głupsza, ale lekcję pojęłam.
Autor: bialavoda
Morze chmur. Karkonosze
Morze mgieł, morze chmur, inwersja, opadanie jednych mas powietrza na drugie – o tym będzie, choć nie będzie to wcale wpis geograficzny ani tym bardziej – naukowy. Cały cykl zaś opierać się będzie głównie na zdjęciach – bo jakże inaczej?
Gospodarze, turyści i schroniska – trójkąt (niekoniecznie) bermudzki
Niedawno, przebywając w jednym ze schronisk, byliśmy świadkami dość przykrej sytuacji – dwie osoby, które obsługiwały turystów, zaczęły się w dość niewybredny sposób kłócić. Tak się składa, że była to gospodyni oraz jej syn. Sześć lat temu podobało nam się w tym miejscu bardzo. Absolutnie zauroczył nas klimat, ciekawie urządzona jadalnia, sącząca się z głośników muzyka, proste, ale smaczne jedzenie oraz… miła obsługa. Sześć lat temu to te same osoby stały i obsługiwały turystów. Co więc się zmieniło, skoro wyposażenie jadalni pozostało nietknięte? Hmm, teraz zdawało się, że głównym określeniem, którego moglibyśmy użyć zarówno w stosunku do gospodarzy, jak i całej otaczającej schronisko aury, byłoby „zmęczenie” – ludźmi, ciężką pracą, trudnymi warunkami, sobą nawzajem. Mieliśmy być tej nocy jedynymi nocującymi tam turystami. Jako że temat gorącego posiłku był problematyczny (niemały ruch turystyczny, który tędy przechodził w tę piękną, jesienną niedzielę, a który zdawał sie być utrapieniem dla obsługi, skutecznie wyczyścił garnki), pierwszy raz w życiu świadomie i dobrowolnie udaliśmy się zjeść do pobliskiej konkurencji. Gdy wróciliśmy do schroniska ok. 18.00, drzwi były zamknięte – w obawie przed turystami jak można się domyślać. Osobną kwestią było to, że na nocleg mogliśmy zostać tylko dlatego, że praktycznie żeśmy go wybłagali kilka dni wcześniej przez telefon… (W schronisku miały być pewne prace odświeżające i turyści nie byli zbyt pożądani). Zderzenie z tą dość brutalną rzeczywistością i odmitologizowanie miejsca, do którego mieliśmy wiele sympatii i sentymentu (ten pewnie i tak pozostanie…), spowodowało domino przemyśleń związanych ze schroniskami, gospodarzującymi w nich ludźmi oraz tymi, którzy do nich zachodzą.
Czytaj dalej „Gospodarze, turyści i schroniska – trójkąt (niekoniecznie) bermudzki”
Powsia. Gniewczyce (Rudawy Janowickie)
Nie zawsze szukamy pozostałości po dawnych wsiach czy przysiółkach. Czasem zdarza się, że to one znajdują nas. I tak stało się tym razem.
Kolory jesieni w Tatrach Bielskich
Zakończenie tatrzańsko-jesiennego tryptyku – wspomnienie z klasycznej i na szczęście wciąż niezbyt popularnej wśród naszych rodaków wycieczki wzdłuż grzbietu Tatr Bielskich. Oślepiająca biel skał i widoki na Tatry Wysokie (między innymi).
Kolory jesieni w Tatrach Zachodnich
Jesień w Zachodnich to mistyka, ale również intensywny błękit, żywe złoto i…
Kolory jesieni w Tatrach Wysokich
Złota jesień powoli się kończy. Jaka była w tym roku? Oto kilka migawek z Tatr.
Babia jesień (Gdzie i dlaczego w góry jesienią, cz. X)
Przypomniała mi się Babia Góra. Nasza pierwsza wspólna i jesienna przy tym.
Czytaj dalej „Babia jesień (Gdzie i dlaczego w góry jesienią, cz. X)”
Prymat zdobywania nad obcowaniem
Tak właśnie niedawno zwerbalizowałam sedno problemu aktualnego charakteru turystyki tatrzańskiej. Choć z całą pewnością nie jest to coś przynależne jedynie turystyce w Tatrach, to na naszym polskim podwórku właśnie tutaj można to zaobserwować najdosadniej… Dlaczego? Wielu ludzi jest wyznawcami tego co „naj”. W tym przypadku może chodzić o „najwyższe” lub „najtrudniejsze”. I to wystarczy. To będzie napędzać ruch turystyczny, bo przecież piekielnie trudno znaleźć wśród osób chodzących po Tatrach tych, którzy nie byli na najwyższym szczycie w okolicy lub nie marzą o jego zdobyciu. Ciekawe, że mimo wszystko horyzont większości z polskich turystów ogranicza się do terenu gór znajdującego się po naszej stronie granicy (i całe szczęście…).
Nieoczywiste oczywistości…
…czyli nasza propozycja aktualnego/nowoczesnego(?) dekalogu turysty górskiego, do którego powstania bardzo przyczynił się nasz ostatni krótki – acz treściwy w różnorakie przeżycia i obserwacje – pobyt w Tatrach.