Jeśli ktoś Wam powie, że musicie jechać w piaskowce na pograniczu niemiecko-czeskim, nazywane zgrabnie Czesko-saską Szwajcarią, bo jest tam pięknie – nie wierzcie mu! Dlaczego? Ano, dlatego, że słowo „pięknie” to w odniesieniu do tego regionu znacznie za mało.
Kategoria: relacje i obrazki
Krótka opowieść o Chyrzynce
Gdy wśród bajecznej wiosny zbliżaliśmy się do celu, mieliśmy w głowach podpis pod zdjęciem w wydanej pięć lat temu książce „Krajobrazy nieistniejących wsi”, który brzmi: „Chyrzynka, opuszczona cerkiew (2008 r.)”. Planując (oczywiście w zarysie) nasz krótki wyjazd na Pogórze Przemyskie, chcieliśmy odwiedzić m.in. takie miejsca, których dalszy los trudno jest przewiedzieć – nigdy przecież nie wiadomo, ile taka opuszczona/zdewastowana cerkiew postoi. Jedna się zawali, inna stanie w płomieniach…
Biel, srebro i coś jeszcze (wiosna w roztoczańskiej buczynie)
Na naszej wyżynie rozpoczął się festiwal kwitnących na biało drzew i krzewów. Co tym czasem dzieje się kawałek dalej, na Roztoczu? Sprawdźmy…
Czytaj dalej „Biel, srebro i coś jeszcze (wiosna w roztoczańskiej buczynie)”
Podtatrzańskie krajobrazy (Inne Podtatrze, część kolejna)
Mimo iż z Podhala i okolic zima tak łatwo w tym roku nie chce ustąpić, u nas włączyło się już myślenie wiosenne. Dlatego będzie coś zarówno dla tych, którzy lubią widoki na Tatry, jak i tych, którzy szukają doznań etnograficznych (i/lub artystycznych). Czasem – być może – warto pojechać gdzieś nieco dłuższą drogą, skręcić tam, gdzie nigdy się nie było, spróbować czegoś innego – choćby zupełnie innej, pieszej wycieczki z widokiem na Tatry…
Czytaj dalej „Podtatrzańskie krajobrazy (Inne Podtatrze, część kolejna)”
Trzy kolory, czyli gdzie i kiedy na krokusy, przebiśniegi…
Druga połowa marca. Większość osób wypatruje wiosny. Niemało szuka też intensywnie informacji, czy już kwitną krokusy (bo przecież w ogródku owszem), gdzie pojechać, by zobaczyć ich bajeczne łany na górskich łąkach… I choć spieszymy ze świeżą informacją, że do krokusów w górach jeszcze chwila, to przygotowaliśmy coś innego. Nazbierało się bowiem przez te kilka lat wpisów dotyczących kwiatowych szaleństw w naszych górach i to bynajmniej nie tylko tych „krokusowych”. Tak więc po kolei… Rozpocznijmy naszą rundę kierując się w pierwszej kolejności kolorami, a dopiero potem pasmami górskimi.
Czytaj dalej „Trzy kolory, czyli gdzie i kiedy na krokusy, przebiśniegi…”
Inne Podtatrze (zimowo)
Tak jak Zakopane nie jest równoznaczne z górami, tak i Podhale, ani tym bardziej Podtatrze, nie oznacza jedynie Zakopanego właśnie. Jakkolwiek wiedza większości turystów ogranicza się do znajomości tzw. „zimowej stolicy” naszego pięknego kraju. Może to i dobrze. Tam tłoczno, ciasno i hałaśliwie, a gdzie indziej cisza i spokój. Podtatrze jest piękne, czasami baśniowe, czasem trochę groteskowe, ale przede wszystkim bardzo, ale to bardzo malownicze.
Zimowa bajka o Studzionkach
Luty. Udało się. Odnaleźliśmy zimę, a jednodniowe okno pogodowe odnalazło nas…
Nie tylko o morzu chmur z Czarnej Góry (Masyw Śnieżnika)
Podróż na trasie Kłodzko-Międzygórze zawsze budzi we mnie emocje.
Czytaj dalej „Nie tylko o morzu chmur z Czarnej Góry (Masyw Śnieżnika)”
Babia jesień (Gdzie i dlaczego w góry jesienią, cz. X)
Przypomniała mi się Babia Góra. Nasza pierwsza wspólna i jesienna przy tym.
Czytaj dalej „Babia jesień (Gdzie i dlaczego w góry jesienią, cz. X)”
Prymat zdobywania nad obcowaniem
Tak właśnie niedawno zwerbalizowałam sedno problemu aktualnego charakteru turystyki tatrzańskiej. Choć z całą pewnością nie jest to coś przynależne jedynie turystyce w Tatrach, to na naszym polskim podwórku właśnie tutaj można to zaobserwować najdosadniej… Dlaczego? Wielu ludzi jest wyznawcami tego co „naj”. W tym przypadku może chodzić o „najwyższe” lub „najtrudniejsze”. I to wystarczy. To będzie napędzać ruch turystyczny, bo przecież piekielnie trudno znaleźć wśród osób chodzących po Tatrach tych, którzy nie byli na najwyższym szczycie w okolicy lub nie marzą o jego zdobyciu. Ciekawe, że mimo wszystko horyzont większości z polskich turystów ogranicza się do terenu gór znajdującego się po naszej stronie granicy (i całe szczęście…).