Idąc październikową, dżdżystą porą na pienińską Wysoką, spotkaliśmy salamandrę…
Czytaj dalej „Małe, a pstrokate, czyli salamandry jesienną porą”
Idąc październikową, dżdżystą porą na pienińską Wysoką, spotkaliśmy salamandrę…
Czytaj dalej „Małe, a pstrokate, czyli salamandry jesienną porą”
Pod Śnieżnikiem, po czeskiej stronie, niedaleko czerwonego szlaku znajduje się kamienna rzeźba słonia… Ze Śnieżnika jej nie widać, trzeba się pofatygować nieco niżej, do pozostałości dawnego schroniska Lichtensteinów.
Niech będzie jeszcze w jesiennym cyklu, bo zasługują na to bardzo. Góry Izerskie zaczarowały nas jakiś czas temu. I są piękne o każdej porze roku – zarówno, gdy toną w morzu czarnych jagód, jak i wtedy, gdy stają się Mekką biegaczy narciarskich. Dziś jednak będzie o tym, dlaczego jesienią są „bardziej”.
Czytaj dalej „Izery, nasza miłość (gdzie pojechać jesienią w góry, cz. IV)”
Skoro w Sudety zawędrowaliśmy w niedawnym wpisie, to czas chyba oddać honory – jakby nie było – najsłynniejszemu i najpopularniejszemu pasmu tamtej części Polski, czyli Karkonoszom. Większość szlaków jest nieustannie zatłoczonych od maja poprzez wakacje aż po wrzesień, październik. Ze względu na popularne wyciągi i trasy narciarskie oraz wiele dość łatwo dostępnych – nawet przy złej pogodzie – schronisk, Karkonosze zimą również bywają pełne ludzi (rzecz jasna prócz dni, gdy widać niewiele albo nic, a wiatr nie daje iść po grzbiecie; tych jest tam co roku nie mało). Ze względu na swój graniczny i trójkulturowy charakter góry te standardowo rozbrzmiewają dwoma językami słowiańskimi oraz jednym wybitnie germańskim. Przy odrobinie szczęścia można jednak odkryć puste oblicze Karkonoszy właśnie jesienią, zwłaszcza poza weekendami.
Czytaj dalej „Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry?… cz. III Karkonosze”
Czasami ma się po prostu szczęście. Bo co z tego, że samolot najprawdopodobniej będzie leciał blisko Tatr, skoro chmury mogą skutecznie zakryć wszystko, co ciekawe i jeszcze więcej… Nie tym razem jednak. Niedawno dane nam było zobaczyć najpiękniejsze – jak dotąd – morze chmur. Piękniej byłoby chyba już tylko na samym Krywaniu…

Pierwszy od prawej Krywań, w centrum charakterystyczna grań Hrubego.
Więcej zdjęć tutaj.
Czyli „a teraz coś z zupełnie innej beczki” 🙂
Rudawy Janowickie charakteryzują się tym, że albo ktoś o nich nie wie/nie był w nich, albo jest w nich zakochany. Innej opcji chyba nie ma. W pewnym sensie zagubione gdzieś między Karkonoszami a Kotliną Jeleniogórską widoczne są z wielu miejsc, łatwo rozpoznawalne natomiast dzięki swoim najsłynniejszym wierzchołkom, czyli najwyższym szczytom grupy wzniesień zwanych Górami Sokolimi – bliźniaczym: Sokolikowi i Krzyżnej Górze (zwanymi skrótowo po prostu Sokolikami).
Czytaj dalej „Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry?… cz. II – Rudawy Janowickie”
Zakopane zarówno jako fenomen sprzed stu laty, jak i jako współczesna „kraina cudów” i „innej” logiki chyba nigdy nam się nie znudzi. Bowiem tak jak Podhale, Tatry oraz niewielka wioska odwiedzana przez Chałubińskiego pod koniec XIX w., czy rozrastająca się miejscowość wczasowa dwudziestolecia międzywojennego, z której na wspólne wycieczki wychodziły takie grupki jak trójka: Witkacy, Żeleński i Makuszyński, by potem łajdaczyć się i dyskutować przy wódce – tak jak Tamto Zakopane fascynuje i pociąga, tak współczesne… odpycha. I proszę tego źle nie zrozumieć.
„Letnicy i turyści mają dużą sposobność, a zarazem i obowiązek zapobiegania także i demoralizowaniu ludności góralskiej, towarzyszącej stale ich napływowi, a objawiającemu się głównie w niepohamowanej chęci wyzysku oraz żebractwie. Strzec się zwłaszcza należy nadpłacania za towar lub usługi, bo to najwięcej ogłupia ludzi i zachęca do żebractwa. To też i przy najmowaniu podwód [wozu z końmi], przewodników lub tragarzy umawiać się należy najdokładniej co do ceny i usług i baczyć, by warunku umowy obopólnie były poprawnie dotrzymane. Słowem: każdy letnik i turysta winien przywozić ze sobą poczucie obowiązku zapobiegania moralnym szkodom wynikającym z masowego przypływu ludzi miejskich w góry!” (H. Gąsiorowski, Przewodnik po Beskidach Wschodnich. Tom pierwszy. Część I. Bieszczady, Lwów-Warszawa 1935, s. 15).
Jadąc dwa dni temu na ultrakrótki-weekendowy, ale jakże potrzebny nam wypad, spodziewaliśmy się w Tatrach tłumów – pogoda i warunki przecież wyśnione.
Czytaj dalej „Tatry wrześniowe (suplement do dwóch wcześniejszych wpisów)”
Jesień może być „złota, polska”, ale nie musi. Nie oznacza to jednak, że tylko tam gdzie ciepłymi barwami „płoną” lasy może być pięknie i malowniczo. Dlatego podamy kilka propozycji wyjazdowych innych niż wspomniane w poprzednim wpisie – najbardziej chyba znane z jesiennych pejzaży – Bieszczady, Beskid Niski, czy Tatry Zachodnie (tu akurat buczyny nie ma, ale wierchy robią się prawdziwie czerwone). O najważniejszych zaletach jesieni już było, więc teraz będzie więcej o specyfice konkretnych pasm.
Czytaj dalej „Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry?… cz. I. Tatry Wysokie i Bielskie”