Marznąc w sobotę na przystanku (wiatr i minus 20), nieco na przekór, zaczęłam intensywnie myśleć o momentach, kiedy było mi NAPRAWDĘ zimno, bardzo zimno. Pomyślałam, że to więcej niż względne. Prócz czynników obiektywnych (temperatura, prędkość wiatru, ukształtowanie terenu, pora dnia) dochodzą przecież czynniki subiektywne (zmęczenie, strach, adrenalina…).
Autor: bialavoda
Pełne kontra puste
Zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że różnej maści mocarze (mężczyźni, kobiety, młodzi, starzy, „mieszczuchy” i „kwalifikowani”…) mają siłę wnosić – czasami na znaczne wysokości – napoje (bezalkoholowe, alkoholowe, w opakowaniach szklanych, metalowych, plastikowych…), nierzadko w znacznych ilościach, a następnie nie mają siły (?), a może miejsca w plecaku (?) znieść pustych opakowań na dół. Jak to się dzieje, że półlitrowa butelka wódki/kilka puszek piwa/butelka wody mineralnej ciąży bardziej, gdy jest już pusta? No jak?..
Rozkład jazdy Palenica Białczańska – Zakopane…
… to sprawa dość ciekawa zwłaszcza, gdy go porównamy z rozkładem jazdy w przeciwnym kierunku (dla mniej wtajemniczonych dodam, że chodzi również o busy, które – zwłaszcza w sezonie – chętnie nadużywają tabliczki informującej o tym, że obsługują linię „Zakopane-Morskie Oko”).
Czytaj dalej „Rozkład jazdy Palenica Białczańska – Zakopane…”
Usłyszeć Morskie Oko (Woda w górach, cz. 4)
Zima w górach ma to do siebie, że jest niezwykle cicha.
Sentymentalnie o… talerzach
Zamiast końcoworocznych podsumowań i wyliczania, proponujemy nietypową podróż w przeszłość:)
Powsia. Karłówek (Góry Stołowe)
Nazwy Karłówek (niem. Klein Karlsberg; po wojnie – Małe Karolewo, Mały Karłów) nie znajdziemy na mapie. Nie pomoże nam nazwa ujęta w nawias, która oznaczałaby nieistniejącą wieś.
Powsia. Długie (Beskid Niski)
W malowniczej, szerokiej dolinie prawego dopływu górnej Wisłoki znajdują się tereny dawnej łemkowskiej wsi Długie. Najszybciej dotrzemy tu spacerem z bazy namiotowej w Radocynie. Jest przy tym spora szansa, że taki cel wędrówki zagwarantuje nam – nawet w sezonie – największą dozę samotności. Z bazy blisko i do właściwej Radocyny, i do Czarnego, a także do Nieznajowej, samo Długie więc nie musi być dla wszystkich aż tak kuszące, obiektywnie jest bowiem mniej spektakularne od wymienionych wcześniej miejsc. Może właśnie dlatego o nim chcemy napisać na początku. Tonąca w zieleni i błękicie dolina zaczarowała nas niegdyś i tak zostało.
Powsia. Zamiast wstępu
Tytułowego wyrazu na próżno szukać w słownikach. My zostaliśmy z nim oswojeni dzięki naszym Przyjaciołom. Dla tych, którzy go używają w kontekście Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów, zdaje się być dość oczywisty – są to miejsca po wyludnionych wsiach, które to ich mieszkańcy (Łemkowie i Bojkowie) – czasem za namową, a znacznie częściej pod przymusem – opuścili na skutek zawieruchy wojennej i politycznych decyzji. Wszystko zaczęło się jeszcze w 1944 roku – Polacy mieli opuścić tereny Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a ludność rusińska – Polskę (analogiczne porozumienia PKWN zawarł także z radzieckimi republikami Litwy i Białorusi). Teoretycznie wymiana ludności odbywała się za przyzwoleniem zainteresowanych. Osoby wyjeżdżające z Polski mamiono wizjami dobrobytu na ziemiach Związku Radzieckiego. Później, w 1947 roku, podczas akcji „Wisła”, ruch deportacyjny skierowany był już nie na wschód, ale na zachód, na tzw. Ziemie Odzyskane. I tak na te nowe, obce kresy wysyłani byli zarówno Łemkowie, jak i Polacy, którzy musieli opuścić wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej…
Wspomnienie
Spotykaliśmy Go kilkukrotnie, po obydwu stronach Tatr. Ostatni raz we wrześniu. Z autobusu relacji Zakopane-Poprad w Tatrzańskiej Jaworzynie wysiadło całkiem sporo osób, głównie młodych, nierzadko dumnie eksponujących różnoraki sprzęt. Prócz rodaków, objawili się i Słowacy, którzy przyjechali autobusem od strony Smokovców. Jak na Dolinę Jaworową naprawdę niezła gromadka – wręcz szok. Już wysiadając, prawie wpadliśmy właśnie na Niego, po czym ruszyliśmy dziarsko w stronę doliny. Choć wyprzedzaliśmy część osób, to nie podejmowaliśmy pościgu za tymi, którzy byli z samego przodu – postanowiliśmy być wierni swojemu tempu. Po jakimś czasie minął nas On, który początkowo był na samym końcu. Wszystko, co ze sobą miał, mieściło się w maleńkim plecaku. Po kilku chwilach widzieliśmy, jak sprawnie wyprzedza wszystkich po kolei. Nie mieliśmy wątpliwości, że harpagany z przodu też nie będą mieć z Nim szans.
Władysław Cywiński zginął miesiąc później, w swoich Górach.
Stołowe (Gdzie i dlaczego w góry jesienią? cz. IX)
Góry Stołowe z całą pewnością są obok Karkonoszy najbardziej popularnym pasmem Sudetów. Wiele osób, które Sudetów nie penetruje systematycznie (bądź wcale), ma jednak w głowie zachowany czy to obraz labiryntu Błędnych Skał, czy urwisk Szczelińca, gdzieś-kiedyś z wycieczką klasową, dawno temu… W najgorszym przypadku niemal każdy coś na ten temat słyszał. Bo i są to góry wręcz wymarzone tak dla młodszych, jak i starszych – stosunkowo nieduże wysokości względne oraz krótkie czasy, w jakich zdobyć można szczyt czy inny punkt widokowy, są odwrotnie proporcjonalne do naprawdę spektakularnych panoram, fantastycznych form skalnych czy innych cudów, których tu niemało.
Czytaj dalej „Stołowe (Gdzie i dlaczego w góry jesienią? cz. IX)”
