W Jeseníkach (przedmajówkowych inspiracji cz.2)

Jeseníki (pol. Jesioniki), a dokładniej Hrubý Jeseník – całkiem spore góry, które dość łatwo można namierzyć z różnych stron (nie tylko) Sudetów za sprawą potężnej i szkaradnej wieży na Pradziadzie. Pradziad – 1491 m n.p.m., największa góra w dość szeroko rozumianej okolicy, jeden z najwyższych szczytów Sudetów, miejsce skąd widać wiele, a przy bardzo dobrej widoczności nawet bardzo wiele… No dobrze, ale jak tam właściwie jest? Od której strony „ugryźć” Jeseniki na początek? Spodziewać się tłoku niczym w Karkonoszach? Jeśli nawet mieliśmy jakieś enigmatyczne dane od znajomych znajomych, to raczej na temat sezonu zimowego („świetne tereny narciarskie”). To, że Pradziad jest pewnie oblegany, podobnie jak popularne szlaki w jego okolicy, to było łatwe do przewidzenia. Ale co poza tym?.. Różne pytania kołatały się nam po głowach, gdy w końcu zdecydowaliśmy się nasze pierwsze spotkanie z Jesenikami. Kusiło, kusiło, aż w końcu się udało.

Czytaj dalej „W Jeseníkach (przedmajówkowych inspiracji cz.2)”

Rekonesans w Górach Opawskich, czyli tegorocznych przedmajówkowych inspiracji część 1.

W zeszłym roku w ramach okołomajówkowego terminu udało nam się odwiedzić tereny, w których nas jeszcze nie było. Mało tego, o niektórych z tych miejsc trudno nam było znaleźć pewne potrzebne informacje w internecie, dlatego też chętnie podzielimy się swoją wiedzą – mimo że z całą pewnością jest ona fragmentaryczna. Ale może kogoś, kto tak jak my do tej pory miał zupełnie nie po drodze w opisane poniżej rejony, uda nam się zainspirować choćby tą niewielką garścią informacji (przede wszystkim praktycznych).

Czytaj dalej „Rekonesans w Górach Opawskich, czyli tegorocznych przedmajówkowych inspiracji część 1.”

Zapolanka (Przysiółki w górach, cz. 5)

Jest taki przysiółek w Worku Raczańskim, który nas zaczarował. Pierwszy raz przechodziliśmy przezeń latem, by potem wracać o różnych porach roku. Gdy zaczęliśmy cykl o przysiółkach, obiecaliśmy sobie, że nie napiszemy o tym miejscu więcej, dopóki nie trafimy tam w śnieżną zimę. Dlaczego? Bo tak. Bo intuicja coś szeptała. I udało się. Marzenie się spełniło, nawet słońce wyszło zza chmur na godzinę, by ułatwić nieco sprawę. A ja wreszcie mogę napisać o Zapolance.

Czytaj dalej „Zapolanka (Przysiółki w górach, cz. 5)”

Sentymentalny spacer po dawnym Domu Turysty w Zakopanem

Jest szansa, że dla wielu ton tego wpisu będzie niezrozumiały. Rzesze turystów sypiających po schroniskach tatrzańskich omija Zakopane, jak tylko się da, wielu z nich nigdy tu nie nocuje – bo drogo, tłoczno, nieciekawie, a przecież komunikacja z Krakowem jest bardzo dobra, lepiej więc walczyć o transport niż o nocleg.

Czytaj dalej „Sentymentalny spacer po dawnym Domu Turysty w Zakopanem”

Chwila w Górach Bialskich i Złotych (Gdzie i dlaczego pojechać jesienią w góry? cz. VIII)

Nawet nie zamierzam podejmować tematu, gdzie właściwie są/zaczynają/kończą się Góry Złote, a gdzie – Góry Bialskie. Niech się kłócą ci, co po wojnie nomenklaturę ową wymyślali. Czesi wspomniane pasma tytułują po prostu „Rychlebské hory” i to podoba mi się coraz bardziej. Tym, co nie znają, już spieszę z pomocą – jesteśmy znów w Sudetach Wschodnich; dokładniej – gdy popatrzymy na mapę, na przekrzywiony prostokącik, który wyznacza w powszechnej świadomości Kotlinę Kłodzką, przyjrzyjmy się jego prawemu ramieniu. Właśnie w ten rejon zapraszamy tym razem. Nasza kolejna terra incognita. Ziemia, która tylko nieco uchyliła nam swoich tajemnic i piękna… A tak się składa, że było to też jesienią.

Czytaj dalej „Chwila w Górach Bialskich i Złotych (Gdzie i dlaczego pojechać jesienią w góry? cz. VIII)”

Parę impresji z Masywu Śnieżnika (Gdzie i dlaczego pojechać jesienią w góry, cz. VII)

Nie wiem, kiedy nam się znudzą tego typu rozrywki, ale póki co, dajemy radę. I tak oto rok temu, pod koniec października, korzystając z „wysupłanych” kilku dni urlopu, postanowiliśmy połączyć to, co bardzo nam bliskie (bynajmniej nie w sensie geograficznym) z tym, co odwiedzone było zbyt dawno temu, a kusiło bardzo. I tak w ciągu paru bardzo krótkich dni cieszyliśmy się przepiękną jesienią najpierw w Izerach, a następnie… w rejonie Śnieżnika. By dostać się – w większości komunikacją publiczną, a częściowo na nogach – ze Stogu Izerskiego (przez Świeradów Zdrój, Jelenią Górę, Kłodzko i Międzygórze) na Halę pod Śnieżnikiem potrzebowaliśmy czasu od jakiejś 4 rano… do zmroku. Cóż, rozrywka tyleż specyficzna, co trudna do uwierzenia, gdy się patrzy na mapę i liczy odległości… Nic to – grunt, że się udało. I właśnie o owej drugiej połowie tamtego wyjazdu będzie ten jesienny wpis.

Czytaj dalej „Parę impresji z Masywu Śnieżnika (Gdzie i dlaczego pojechać jesienią w góry, cz. VII)”

Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry? Część VI, czyli czy Pieniny trzeba reklamować?

Odpowiedź niby jest oczywista. Pieniny należą do najpopularniejszych turystycznych regionów naszego kraju. Ich niezwykłe i różnorodne ukształtowanie (bo przecież inaczej jest patrzeć w czeluść z Okrąglicy, a inaczej wylegiwać się na trawiastym zboczu w Małych Pieninach), efektowne różnice wysokości względnych, malowniczość przełomu Dunajca, „podręcznikowe” atrakcje w stylu Sokolicy, Trzech Koron czy Homola, ale i miejsca (poza parkiem narodowym), gdzie śmiało i legalnie można poruszać się po pustych (nieznakowanych) drogach, ścieżkach, ścieżynkach, a także miejscowości, które (miejmy nadzieję) nigdy nie będą Zakopanem, ale śmiało mogą z nim konkurować z różnorakich względów (myślę tu przede wszystkim o piękniejącej w oczach Szczawnicy z jej architekturą drewnianą)… Wiele by można wymieniać. Skupmy się jednak na jesieni. Co możemy odnaleźć w Pieninach o tej porze roku?

Czytaj dalej „Gdzie (i dlaczego) pojechać jesienią w góry? Część VI, czyli czy Pieniny trzeba reklamować?”